
Chyba tylko Kanye West dorównuje Morrisseyowi konsekwentnością w obracaniu przeciwko sobie absolutnie wszystkich. Na wyliczenie każdego z przewinień brytyjskiego wokalisty konieczne byłoby poświecenie kilku dodatkowych akapitów, a ich rozpiętość sięgałaby od tych związanych ze wspieraniem szemranych grup o charakterze politycznym po odwoływanie koncertów z byle powodu. Pewnie już dawno zostałby zepchnięty poza margines, gdyby nie dorobek sprzed lat. Zwłaszcza ten z The Smiths. Wywarł (i wciąż wywiera) tak wielki wpływ na tak wiele osób, że za każdym razem kiedy Moz publikuje nowy album, jest to szeroko komentowanym wydarzeniem.
