
– Po 20 wyszliśmy z kolegami obserwować, jak samoloty gaszą pożar. W pewnym momencie jeden z nich obniżył lot, jakby chciał zrzucić wodę, a następnie z impetem spadł. Od razu było widać, że coś się stało, bo samoloty mają oświetlenie – które nagle zgasło – mówi Interii świadek katastrofy lotniczej na Lubelszczyźnie.
