
Magdalena Fręch miała więcej szczęścia od Magdy Linette – ranking WTA, który posiadała w połowie kwietnia, wystarczył do tego, by dostać się do głównej drabinki WTA 500 w Strasburgu. A tu miała okazję przerwać serię porażek, trwającą od 1 marca – i finału podobnego turnieju w meksykańskiej Meridzie. Łodzianka grała z kwalifikantką, ale to właśnie było mylące. Talia Gibson to bowiem rewelacja ostatnich tygodni, w Indian Wells i Miami wygrała łącznie 11 spotkań. W pierwszej partii Fręch broniła piłek setowych, a później wygrała tie-break do zera. W drugiej została przełamana. Wtedy zaczęła się piękna walka.
