
Słońce nad Paryżem w środę początkowo kazało o sobie zapomnieć, więc pisząca historię życia w Mieście Świateł Maja Chwalińska sama postanowiła się rozpromienić, wracając do trykotu w kolorze żonkilowym. Ćwierćfinał Rolanda Garrosa to historia, jakiej w obozie Polki nikt nie przewidywał na starcie turnieju. Zarazem był to mecz, w którym po raz pierwszy w tym turnieju Polka pokazała ludzkie oblicze, chwilami myląc się na potęgę. Finalnie jednak znów okazała się mocarką, a waga tej wygranej jest nieprawdopodobna. Aryno Sabalenko, bój się! I tylko tych pustych krzesełek żal…
