
– Przecież do tej pory wyglądało to tak, że zgłaszałem ją do czterech turniejów i sprawdzaliśmy co drugi dzień gdzie się dostanie, gdzie ją zapisać, a skąd ją odpisać. Lataliśmy z miejsca na miejsce, co jest bardzo męczące, a o czym ludzie nie wiedzą. Często oceniają po wynikach – mówi w rozmowie z nami Piotr Szczypka, menedżer Mai Chwalińskiej, po raz pierwszy używając słowa, że z chwilą awansu do finału jest w szoku. Apeluje do decydentów kolejnego turnieju wielkoszlemowego, czyli Wimbledonu.
