
Maja Chwalińska już wie, że Paryż z ostatnich tygodni nie był snem. Po poniedziałkowym powrocie do Polski od razu zrozumiała, jak wielkie emocje generowała jej znakomita gra w Roland Garros. Na każdym kroku kwiaty, gratulacje i wyrazy uwielbienia. – Nadal do końca to do mnie nie dociera, bo jednak za dużo się wydarzyło w krótkim czasie. Jeszcze jak byłam w Paryżu, czułam, że moje życie może się zmienić. Ale chyba nie byłam świadoma, jak bardzo i jak wiele osób mi kibicowało – powiedziała na antenie TVN24. Kilka słów poświęciła też samotności. Tej, która jest wpisana w istotę tenisa.
