
Genezą wymyślenia cyklu „Goal Morning, Polsko”, w którym opisuję moją podróż przez mundial zupełnie z boku, często bez zahaczania o piłkę, leżała w przekonaniu, że nie usiedzę na miejscu. Że zobaczę więcej, że nie odpuszczę okazji, by poznać twarz Ameryki w czasie mistrzostw świata od strony, której nie pokażą w telewizji. Dlatego będąc w Pensylwanii nie mogłem przegapić wizyty w wioskach Amiszów – których tu nie brakuje. Szerzej opisuję to w osobnym tekście. Tutaj będzie trochę inaczej.
