
– Po co nam ten mundial. Już wystarczy, że Hollywood przypina nam łatkę bogatego miasta, gdy rzeczywistość jest inna – denerwuje się starsza latynoska, którą pytam o opinię o mistrzostwach świata rozgrywanych pod jej nosem. Dosłownie – stadion jest maksymalnie kilkaset metrów od jej domu – droga na kosmiczny SoFi wiedzie wzdłuż domków takich jak jej. – Donald Trump chciał pokazać moc Ameryki, ale on w ogóle nie myśli o ludziach – dodaje, po czym nagle zamyka się w swoich skromnych czterech ścianach. Przynajmniej ma gdzie – w przeciwieństwie do 43 tys. innych mieszkańców LA. Los Angeles dla wielu jest marzeniem, ale to miasto miewa bardzo smutną twarz.
