
Najpierw Las Vegas, którego ledwie zdążyłem dotknąć. Potem Chicago, gdzie sprawy wokół Roberta Lewandowskiego zaczęły dziać się tak szybko, że plan podróży przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Na końcu Miami, lotnisko bez wyjścia, anulowany przejazd, skasowana rezerwacja hotelowa i mecz Argentyna – Wyspy Zielonego Przylądka jako rekompensata. Ostatnie dni były jakieś… inne.
