Nad młodą gwiazdą ciążyła festiwalowa klątwa. Co wydarzyło się w Sławie?

Rok temu wspominałem o tym, że czasem przyda się odrobina szczęścia do pogody. W końcu Rap Stacja to szczęście miała – i drugi dzień, zamiast nieustannej ulewy (jak to miało miejsce rok temu), przyniósł sporo słońca i dobrej pogody. Dostaliśmy więc idealne warunki, by zachwycać się występem zagranicznego headlinera Busta Rhymesa, stracić głos, śpiewając „Californię” od White’a 2115, i pobujać się do nowego krążka Huberta. Kwintesencja różnorodności i niepowtarzalnego klimatu Rap Stacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *