TOP: Te krwawe horrory przyprawią was o koszmary

Torture porn dla jednych może być przykładem bezmyślnego epatowania przemocą, dla innych sposobem na przesuwanie granic kina grozy. Niezależnie od oceny trudno jednak zaprzeczyć, że na początku XXI wieku tego rodzaju kino przeżywało prawdziwy rozkwit. Jednym z jego najgłośniejszych przedstawicieli był „Hostel” Eliego Rotha, który z kolei stał się jednym z czołowych twórców tego nurtu. Z okazji premiery nowego filmu reżysera pt. „Ice Cream Man” przypominamy produkcje, które na różne sposoby zapisały się w historii tego nurtu. Nie wszystkie opierają się na nieustannym epatowaniu krwią i przemocą, ale każdy z tych filmów potrafi wystawić cierpliwość widza na próbę i na długo zostać w jego świadomości.

Na pierwszy rzut oka "The Collector" wygląda jak połączenie "Piły" z klasycznym home invasion. Arkin, złodziej włamujący się do domu zamożnej rodziny, szybko odkrywa, że ktoś był tam przed nim – i urządził w budynku śmiertelną pułapkę. Marcus Dunstan, który wcześniej pracował przy scenariuszach kilku części "Piły", dobrze znał reguły tego rodzaju kina. "The Collector" nie jest może najbardziej oryginalnym horrorem w zestawieniu, ale ma wystarczająco dużo brutalnych pomysłów, żeby zapisać się w pamięci. Co ciekawe, scenariusz filmu był początkowo pisany z myślą o wykorzystaniu go w serii "Piła".

Rob Zombie już w swoim debiucie reżyserskim zdecydowanie nie zamierzał bawić się w subtelności. "Dom 1000 trupów" to przesadzony horror czerpiący m.in. z kina exploitation i grindhouse'u. Krótko mówiąc, reżyser wrzuca do jednego worka przemoc, makabrę, czarny humor i szaleństwo. Nie jest to typowe torture porn, ale trudno nie dostrzec pokrewieństwa z nurtem, który kilka lat później miał podbić kina. "Dom 1000 trupów" do dziś pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych filmów w dorobku Zombiego.

"Gra wstępna" Takashiego Miikego także nie jest typowym przedstawicielem torture porn, ale trudno ją pominąć w takim zestawieniu. Przez sporą część seansu można zresztą pomyśleć, że oglądamy dramat romantyczny i dopiero z czasem Miike pokazuje, dokąd naprawdę zmierza. "Gra wstępna" jest przy tym czymś więcej niż historią przemocy i zemsty. To także opowieść o samotności, manipulacji i uprzedmiotowieniu. Nic dziwnego, że film bywa wymieniany wśród ważnych poprzedników torture porn, a Eli Roth wskazywał go jako jedną z inspiracji dla "Hostelu".

Francuski horror Xaviera Gensa powstał w czasie, gdy Nowy Francuski Ekstremizm był jednym z najciekawszych zjawisk w europejskim kinie grozy. "Frontière(s)" zdecydowanie pasuje do tej fali. Grupa rabusiów trafia do hotelu, który szybko okazuje się najgorszym możliwym miejscem na schronienie – jest bowiem prowadzony przez rodzinę kanibali. Gens nie szczędzi widzowi przemocy, a przy okazji dorzuca do filmu polityczny komentarz. To jeden z tych horrorów, które naprawdę potrafią zmęczyć widza tym, co pokazują. Promowano go zresztą jakże subtelnym hasłem – "to nie jest film dla normalnych ludzi".

"Pluję na twój grób" Meira Zarchiego to jeden z najbardziej kontrowersyjnych filmów exploitation w historii kina. Pisarka Jennifer Hills wyjeżdża do odludnego domu, gdzie zostaje brutalnie zaatakowana przez grupę mężczyzn. Kiedy udaje jej się przeżyć, zaczyna planować zemstę na swoich oprawcach. Film stał się jednym z najbardziej znanych przykładów nurtu rape and revenge, a jego podejście do przemocy sprawia, że można go traktować jako jednego z poprzedników późniejszego torture porn. Zarchi przez długi czas nie pozwala widzowi odwrócić wzroku od cierpienia Jennifer, a następnie zmienia perspektywę i oddaje jej kontrolę nad sytuacją. W 2010 roku powstał remake w reżyserii Stevena R. Monroe, z Sarah Butler w roli Jennifer.

Francuskie "Najście" to jeden z najbardziej brutalnych filmów kojarzonych z Nowym Francuskim Ekstremizmem, a przy okazji mocny przykład torture porn. Sarah jest w zaawansowanej ciąży i mieszka sama w domu. Dzień przed planowanymi narodzinami nachodzi ją kobieta z morderczymi zamiarami. Julien Maury i Alexandre Bustillo nie dają bohaterce zbyt wiele czasu na oddech. Dom szybko zamienia się w pułapkę, a teoretycznie prosta (choć oczywiście niepokojąca) historia o wtargnięciu obcej osoby przeradza się w krwawą walkę o życie.

Dzisiaj "Piła" kojarzy się przede wszystkim z całą serią, charakterystycznymi pułapkami i coraz bardziej krwawymi scenami (oraz jakimś milionem retrospekcji w każdej części). Oryginał Jamesa Wana jest jednak znacznie bardziej kameralnym filmem. Dwaj obcy mężczyźni budzą się przykuci do rur w brudnej łazience i szybko odkrywają, że zostali wciągnięci w makabryczną grę. W pierwszej "Pile" Wan często sugeruje więcej, niż pokazuje, a napięcie buduje przede wszystkim wokół sytuacji, w której znaleźli się bohaterowie. Dopiero kolejne części mocniej postawiły na gore i wymyślne pułapki. Nie zmienia to faktu, że właśnie ten film pomógł spopularyzować rozwiązania, które później stały się znakiem rozpoznawczym torture porn. No i oczywiście ma zakończenie, które  szczególnie zapada w pamięć.

Gdy "Hostel" pojawił się w kinach, szybko stał się jednym z najgłośniejszych horrorów swojej epoki. Eli Roth zabiera bohaterów do Europy Wschodniej, gdzie niewinna podróż zamienia się w koszmar po odkryciu miejsca, w którym bogaci klienci mogą płacić za możliwość torturowania ludzi. "Hostel" wywołał ogromne kontrowersje, ale jednocześnie pomógł spopularyzować torture porn i sprawił, że określenie to zaczęło być coraz częściej używane przy okazji rozmów o horrorach pierwszej dekady XXI wieku. Ciekawostka – cameo w filmie zaliczył Takashi Miike, reżyser omawianej wcześniej "Gry wstępnej".

Są filmy, o których mówi się przede wszystkim ze względu na to, jak daleko posuwają się w przekraczaniu granic. "Srpski film" zdecydowanie należy do tej kategorii. Produkcja Srdjana Spasojevića wykorzystuje ekstremalną przemoc, seksualność i skrajnie prowokacyjne obrazy, by opowiedzieć o uprzedmiotowieniu człowieka, mechanizmach władzy i brutalności społecznej rzeczywistości. Można dyskutować o tym, czy prowokacyjna forma nie zaczyna momentami dominować nad przekazem, trudno jednak pominąć ten tytuł w zestawieniu najbardziej ekstremalnych produkcji kojarzonych z nurtem torture porn.

Jeśli szukać filmu, który pokazuje, że kino kojarzone z torture porn może być czymś więcej niż tylko pokazem przemocy, pierwsze miejsce należy się "Martyrs" Pascala Laugiera. Film rozpoczyna się od historii Lucie, która jako dziecko została porwana i torturowana. Po latach kobieta postanawia odnaleźć osoby odpowiedzialne za jej traumę. Wraz z przyjaciółką Anną trafia jednak na ślad czegoś znacznie bardziej przerażającego. "Martyrs" jest naprawdę ekstremalnym filmem, ale przemoc nie jest tutaj celem samym w sobie. Laugier wykorzystuje ją do opowieści o cierpieniu, wierze, śmierci i obsesyjnym poszukiwaniu odpowiedzi na pytania, na które być może nie da się odpowiedzieć. Dlatego ten film działa również po seansie.

„Ice Cream Man” – zwiastun

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *