
Aparaty analogowe jeszcze nie umarły. Najnowszy model Lomo MC-A jest tego idealnym przykładem. Firma ma też asa w rękawie, który ucieszy wielu zainteresowanych tematem!
Firma Lomography zaprezentowała swój najnowszy aparat analogowy: Lomo MC-A. To niezwykła konstrukcja, która łączy klasyczną estetykę fotografii kliszowej z nowoczesnymi rozwiązaniami. Czy jest na rynku miejsce dla takiego aparatu?
Lomo MC-A to pierwszy prawdziwie zaawansowany kompakt w ofercie Lomography, która do tej pory kojarzyła się głównie z kamerami-zabawkami o prostej konstrukcji. Nowy model wyposażono w obiektyw stałoogniskowy 32 mm f/2.8 (5 elementów w 5 grupach z wielowarstwowymi powłokami), metalową obudowę oraz (jak zapewnia producent) szybki autofokus działający już od 40 centymetrów. Dodatkowo aparat oferuje trzy tryby pracy półautomatycznej oraz pełne sterowanie ręczne z czasami migawki od 1/500 sekundy do 20 sekund oraz trybem Bulb dla długich ekspozycji.
Największym zaskoczeniem jest wbudowany akumulator CR2, który można ładować za pośrednictwem złącza USB-C. Rozwiązanie, które eliminuje problem z droższymi jednorazowymi bateriami. To szczegół, który czyni Lomo MC-A znacznie bardziej praktycznym niż sprzęty od konkurencji. W razie potrzeby nadal można użyć standardowych baterii CR2, ale wbudowany akumulator zapewnia długą pracę bez konieczności ciągłego pamiętania o ładowaniu. Aparat oferuje też wbudowaną lampę błyskową i samowyzwalacz (do wyboru mamy trzy opcje: 2, 10 lub 30 sekund).
Firma nie zrezygnowała jednak ze swojego charakteru. MC-A jest wyposażony w akcesoria, które mają być paliwem dla naszej kreatywności. W zestawie znajdziemy Splitzer (nakładkę na obiektyw do dzielenia kadru), kolorowe, żelowe, filtry do lampy błyskowej, filtr ochronny UV, skórzany pasek oraz etui ochronne. Na obudowie widnieje hasło przewodnie firmy: Everybody is equal before the lens – and behind it.
Rynek się zagęszcza, ale to dobrze!
Lomo MC-A trafia na rynek w chwili, kiedy konkurencja nie śpi – bo na rynku pojawia się coraz więcej nowoczesnych aparatów analogowych. Wiadomo że nie są to gadżety dla każdego, ale sama ich obecność cieszy, zwłaszcza w kontekście tego, że studzienka z modelami vintage kiedyś w końcu wyschnie i takich sprzętów na rynku zabraknie: albo będą koszmarnie drogie. A premiery takie jak Lomo MC-A czy Pentax 17 udowadniają, że się da – i analogi nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.
Lomo MC-A jest dostępny w dwóch kolorach – czarnym i srebrnym – w cenie 549 dolarów (ok. 2000 zł). Aparat już trafił do przedsprzedaży, a pierwsze egzemplarze trafią do klientów przed Bożym Narodzeniem. Aparat będzie produkowany w małych partiach, co podkreśla jego „elitarny” charakter i może sprawić, że szybko stanie się pożądanym obiektem wśród miłośników gadżeciarzy.


