
Rzym zaskakuje, ale nie tylko pięknymi zabytkami, starożytnymi budynkami i klimatycznymi uliczkami. Niektóre rozwiązania technologiczne z Wiecznego Miasta chętnie zobaczyłbym także na naszym podwórku.
„Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”, dlatego każdy choć raz powinien je odwiedzić. Wieczne Miasto jest pełne kontrastów. Z jednej strony jesteśmy otoczeni antycznym duchem w postaci starych budynków i pięknych rzeźb, by po chwili wejść do nowoczesnej kawiarni z widokiem na antyczne ruiny, czy inny zabytek.
Jednak rozwiązania świata nowoczesnego zrobiły na mnie równie duże wrażenie. Zatem z jednej strony jest to swoisty wehikuł czasu przenoszący nas w czasy Nerona, Konstantyna, czy Kaliguli. Z drugiej, chciałbym, aby niektóre rozwiązania technologiczne znalazły się u nas w Polsce. A mam tu konkretnie na myśli… zakup biletów w komunikacji miejskiej.
Tap & Go. Szybkie i proste
Nie był to mój pierwszy pobyt w Rzymie, lecz wcześniej preferowałem piesze zwiedzanie Wiecznego Miasta, by jak najwięcej chłonąć włoskiej kultury. Wszak losowa uliczka za rogiem może okazać się ważna z perspektywy historycznej. Tym razem jednak sporo podróżowaliśmy właśnie komunikacją miejską, więc dotarło do mnie, jak wygodny system biletowania mają w Rzymie.
Zaczęło się już zaraz po wyjściu z lotniska Fumincino. Staliśmy na przystanku z walizkami na kółkach i czekaliśmy na przyjazd autobusu miejskiego, który zabierze nas w stronę centrum. Potem przesiadka w metro, kilka przystanków i 20 minut marszu. Wystarczyło wejść do autobusu, przyłożyć kartę płatniczą do automatu z przodu — i bum: 1,50 € zdeponowane, pojawia się zielone światło i można jechać, a później przesiąść się bez konieczności kupowania kolejnego biletu. W kieszeni nie miałem aplikacji transportowej, karty miejskiej, ani nie musiałem skanować żadnego kodu QR. Wystarczyła tylko moja karta bankowa. Połączenia – autobus, tramwaj, metro – wszystko w ramach jednej taryfy. Później na włoskich stronach przeczytałem, że standardowy bilet „Biglietto Integrato a Tempo” kosztuje 1,50 € i ważny jest 100 minut od pierwszej walidacji. Co więcej, system „tap & go”, czyli przyłożenie karty albo urządzenia z NFC działa w całej sieci miejskiej w Rzymie.
Dlaczego to rozwiązanie zapadło mi w pamięć? Po pierwsze: ekstremalna prostota. Karta płatnicza, przyłóż, jedź. Nie trzeba nigdzie logować się, nie trzeba zasilać konta w aplikacji „jak dojadę”, nie trzeba wybierać konkretnego biletu, nie trzeba skanować kodu QR w autobusie. Po drugie: niska cena jak na metropolię europejską. Przy aktualnym kursie złotówki to naprawdę taniocha. W Krakowie za 6 złotych mamy zaledwie 60 minut, a bilet ważny o 10 minut krócej niż ten rzymski jest w cenie 8 złotych. Po trzecie: jednolite działanie – bilet działa na metro, autobusy, tramwaje, linie miejskie i to wszystko w ramach 100 minut.
Nie można też zapomnieć o dostępności. Turysta, podróżnik, ktokolwiek na przystanku nie musi martwić się o aplikacje, konta ani język. Wystarczy karta.
Łyżka dziegciu w tej beczce miodu
Oczywiście nie wszystko jest słodkie. W myśl zasady, że każde osiągnięcie technologiczne ma swoje minusy, system rzymskich biletów również ma swoje słabe strony. Po pierwsze, jedna karta płatnicza oznacza jeden bilet. Dlatego też, jeżeli podróżujemy z kimś, kto nie ma własnej karty, nie możemy po prostu kupić biletu także dla niego. W Polsce, w środkach transportu publicznego mamy wiele opcji, by nabyć bilet nie tylko dla siebie. Kolejnym mankamentem jest dostępność samych automatów. W autobusach znajdują się one zazwyczaj na początku i końcu pojazdu, a przy dużym tłoku trudno się do nich dopchać.
Pomimo tego, dla mnie to rozwiązanie jest czymś naprawdę godnym uwagi. Rzym pokazuje, że transport publiczny może być nowoczesny, prostoliniowy i przystępny cenowo. Nie potrzeba wielkiej aplikacji, wielkich inwestycji w stronę klienta — wystarczy dobrze zaprojektowane, działające rozwiązanie „przyłóż i jedź”.
Grafika: depositphotos.com


