„Szeptacz”: recenzja filmu Netfliksa. Po co Robertowi De Niro ten film?

Od piątku na platformie Netflix możecie obejrzeć dreszczowiec „Szeptacz” z Adamem Scottem, Robertem De Niro i Michaelem Keatonem w obsadzie. Czy film Jamesa Ashcrofta („Klątwa Jenny Pen„) to trzymająca w napięciu, udana rozrywka na weekendowy wieczór? Przekonajcie się, czytając naszą recenzję. 

„Szeptacz”: Robert De Niro jako detektyw

Zdaniem naszego recenzenta Macieja Niedźwiedzkiego „Szeptacz” już w zawiązaniu akcji może zdziwić karkołomnym wyjściowym pomysłem. Ciężka choroba odbiera Tomowi (Adam Scott) żonę, a matkę jego kilkuletniemu synowi Jake’owi (Acston Luca Porto). Wdowiec, choć z pierwszymi objawami uzależnienia od alkoholu, decyduje się na rozpoczęcie nowego życiowego etapu. Na reset uwalniający od traumatycznych wspomnień. To słuszne założenie, ale w realizacji nie jest nowym rozdziałem, lecz wylądowaniem w środku książki, do tego gęstej od ponurych intryg. Tom, jako autor powieści detektywistycznych, powinien mieć tu nieco większe wyczucie. A wystarczyło wybrać inne miejsce na przeprowadzkę.

Miasto, w którym wychowywała się nieboszczka, raczej wprowadza w melancholijny nastrój, a posłanie syna do tej samej szkoły dodatkowo może wzmagać dołujące, nostalgiczne samopoczucie. W Featherbank mieszka również ojciec Toma, Peter (Robert De Niro). To detektyw, od ćwierćwiecza na emeryturze, ale ciągle pochłonięty przez jedną nierozwiązaną sprawę. Seryjny morderca o pseudonimie „Szeptacz” (Michael Keaton) został niby złapany, ale jego ostatnia ofiara, chłopiec w wieku szkolnym, nigdy nie została odnaleziona. To śledztwo zrujnowało rodzinne życie Petera. Dla Toma Peter jest ojcem tylko na papierze. Niepokojące okoliczności? Wszystkie warunki na następną katastrofę spełnione z nawiązką. Istotnym niuansem jest również fakt, że w okolicy znowu dochodzi do zabójstw chłopców. Jakie wydarzenie połączy przechodzącego przez depresję wdowca ze zgorzkniałym byłym policjantem? Oczywiście porwanie Jake’a. 

Jak czytamy w recenzji, „Szeptacz” stara się usilnie naśladować prominentnych przedstawicieli gatunku. Morderstwa nieletnich, śledztwo na własną rękę, wchodzenie cywilów w kompetencje służb oraz jesienna aura kojarzą się z „Labiryntem” Denisa Villeneuve’a. Czym innym są zapewne zrobione z premedytacją odwołania do narracyjnej struktury „Milczenia owiec”. Intelektualna konfrontacja podczas przesłuchań „Szeptacza” ma być również daniem głównym i jednym z punktów węzłowych całego projektu. Z kolei finał lokuje się gdzieś na grząskiej granicy między inspiracją a kalką legendarnego filmu Jonathana Demme’a.

Jak z kolei wypada film pod względem aktorskim? Keaton, mimo liczącego zaledwie kilka minut czasu ekranowego, potrafi głębiej sięgnąć do swojego aktorskiego warsztatu i zaznaczyć swoją obecność: być nieprzyjemny, niewygodny i niebezpieczny. Robert De Niro jest w takim momencie kariery, że poza nielicznymi wyjątkami już tylko odhacza kolejne występy i odbiera sowite czeki. Doskonale wie, że jego nazwisko ciągle zapewnia zainteresowanie i medialny szum. Choć sam Peter nie powinien być szczególnym wyzwaniem dla 83-letniego De Niro. Wielki aktor, który powinien być na emeryturze, wciela się w wielkiego detektywa, który też już powinien być na emeryturze. 

Całą recenzję przeczytacie TUTAJ

Zwiastun filmu „Szeptacz”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *