Te kultowe tytuły powstały dzięki dzieciństwu na japońskiej wsi

Dzieciństwo to jeden z najlepszych składników do stworzenia wyjątkowego dzieła. Nie tylko podczas jego trwania, gdy trzeba sobie jakość umilić czas, lecz właśnie szczególnie gdy miną długie lata od zakończenia tego etapu życia. Świadectwo tego mamy widoczne jak na dłoni w kultowych tytułach japońskich twórców.

Szczególnie jako fani możemy do dostrzec w produkcjach osób, które dorastały lub często przebywały na japońskiej prowincji w latach 70-80. To te wszystkie kręte drogi między ryżowymi polami, uparte cykady, osiedlowe sklepiki z jednym automatem i lato, które trwało od świtu do zachodu słońca. Z tego pejzażu wyrosły nie tylko wspomnienia, ale całe mangi, anime i gry. Kawałki tych wspomnień później definiowały kultowość wielu serii.

Te kultowe tytuły powstały dzięki wspomnieniom dzieciństwa

Spójrzmy na gry, które budują świat z – w normalnych warunkach – codzienności, życia w rytmie pór roku, pełnego małych rytuałów i znajomych twarzy. Mechaniki uprawy, relacji i powtarzalnego dnia, znane z symulatorów, są pochodną obserwacji cyklu w wiosce, który podsuwa nostalgia. Nie chodzi wyłącznie o po prostu sadzenie warzyw i tego typu oczywiste czynności. Tylko filozofię projektowania gier, która nagradza cierpliwość i długofalowe planowanie, daje satysfakcję z małych kroków, a jednocześnie ucieka od „wielkiego dramatu” na rzecz mikrohistorii.

Najlepsze jest to, że pomimo projektowania gier setki kilometrów od Polski, to nawet nasze serca są z miejsca porywane przez rytm japońskich gier. Dziecięca wyobraźnia i nostalgia są silnymi czynnikami, które z niezawodną skutecznością są przekładane na znajomy grunt. Ot choćby jak wszystkim znane Pokemony. Pomysł nie wziął się z powietrza, lecz beztroskich dni spędzonych na łapaniu różnych robaków. W Japonii to jest RZECZ, której mogą się oddawać wszyscy, lecz wiadomo, że najbardziej się nią lubują dzieci, które nawet wysyłają złapane robaki do walki… Brzmi znajomo prawda?

Najpewniej do głowy od razu się wcisnęła myśl o walczących ze sobą pokemonach, ale to nie jest motyw ekskluzywny dla tej serii i pojawia się w prawdopodobnie najwiarygodniejszym obrazie pozamiejskich przestrzeni Japonii, Boku no Natsuyasumi. Gry, w której walczy się z czasem mijającej przerwy letniej i próbuje wcisnąć jak najwięcej aktywności w każdy dzień głównego bohatera. Od łapania ryb, przez walki robaków po obowiązki, do których zmuszają dorośli opiekunowie.

Czytaj dalej poniżej

W przeciwieństwie do Pokemonów, ta seria nie stawia na wielki region do zwiedzenia, lecz zachęca do eksploracji małego, znanego terenu, gdzie co zakręt może się kryć zaskoczenie – wszystko zależy od wyobraźni. Dziecięce błądzenie po pagórkach, rzece, starych świątyniach i opuszczonych torach kolejowych przekłada się na level design, który nie musi krzyczeć, aby przyciągać uwagę: zajrzyj tam, dotknij, wróć nocą. Ten rodzaj subtelnej eskalacji odkryć daje wrażenie świata większego, niż jest w rzeczywistości.

Zupełnie jak w Yokai Watch, ale osiedle stoi przed bohaterem otworem. Każdy ogródek zaś kryje niespodziankę chowającą się za skrzynką pocztową lub pod śmieciem. Bowiem przygoda może się czaić na każdym kroku. Wszystko skąpane we wrzasku cykad, podczas lata, które się nie kończy. Jednakże

jeszcze popularniejsze jest operowanie melancholią końcówki wakacji, obietnicą przygody przed zachodem słońca. Konstrukcja czasu jest celowa, gdyż to właśnie ten czynnik wymusza decyzje (pójdziesz do lasu czy pomożesz w polu?), ale też tworzy dramaturgię bez złoczyńców. Zegar i kalendarz to równoprawni bohaterowie w takich hitach jak Persona 4, a nawet w Animal Crossing. Hicie Nintendo, który podbił serca ludzi w zamknięciu przed pięciu laty. Szczególnie ta seria łapie wszystkie sroki za ogon pozwalając w powolnym tempie poznać wyspiarzy, łapać robaki albo po prostu połowić ryby czy wymienić się gadżetami.

Millenium Kitchen

Piękne jest to, że przecież jak zrobimy kilka kroków do tyłu, aby na to całe płótno zerknąć z szerszej perspektywy, wszystko stanie się znajome. Sam łapałem robaki i tworzyłem im małe terrarium, którym się chwaliłem kolegą mieszkającym w „odległych” następnych ulicach. My również na osiedlu się zjeżdżaliśmy i tworzyliśmy bazy, w których się zbierało pomiędzy kolejnymi partiami policjantów i złodziei. Nie mówiąc już o wymienianiu kartami kolekcjonerskimi, czy podobnymi sprawami dzieci.

Dzieciństwo japońskich twórców i czasów spędzonych na obrzeżach miast, czy wsiach, dało nam kilka największych serii gier, mang i anime. Po mistrzowsku przedstawiają niuanse małych, lecz wielkich przygód i wciągają kolejne generacje, ale też dają przyczynek do zadumy nad tym co utraciliśmy. Wiele z tych dzieł powstało jako laurka dla obszarów pochłoniętych przez boom ekonomiczny oraz przypomnienie, że nic nie jest wieczne, więc trzeba się cieszyć chwilą, póki trwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *