
Dziś wenecka wyspa Lido po raz kolejny otworzyła swe podwoje dla kinomanów z całego świata. Właśnie rozpoczął się 83. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji. Na otwarcie: „Ink” w reżyserii Danny’ego Boyle’a z Jackiem O’Connellem i Guyem Pearce’em. W Konkursie Głównym startują również m.in. Werner Herzog, Lee Chang-dong, Martin McDonagh, Hirokazu Koreeda, Shin’ya Tsukamoto, Nanni Moretti i tylko jedna kobieta, May el-Toukhy. Na co czekamy najbardziej? Kto ma szansę na Złotego Lwa Typuje Jakub Popielecki.
W ostatnich latach Złoty Lew dwa razy z rzędu trafiał do rąk tak zwanych starych mistrzów, których wyróżniano za filmy tak zwane „późne” (czytaj: słabe). Przy okazji więc i laury były – niestety – cokolwiek spóźnione. W 2024 roku na Lido triumfował bowiem Pedro Almodóvar ze swoim „W pokoju obok„, a w 2025 – Jim Jarmusch z „Father Mother Sister Brother„. Czy w tym roku jury pod przewodnictwem Maggie Gyllenhaal również przyzna nagrodę niby za film, a tak naprawdę za całokształt?
Gdyby tak miało się stać, najpewniejszym kandydatem wydaje się Werner Herzog. 83-letni reżyser pokaże w Wenecji „Bucking Fastard„, w którym siostry Rooney i Kate Mara grają siostry tak sobie bliskie, że mówią unisono, śnią te same sny i kochają tego samego mężczyznę. Po filmie z tak odjazdowym tytułem nie spodziewałbym się jednak stępionych pazurków i kina typu emerytalnego.
Reżyserem z dużą szansą na wyróżnienie jest w tym roku również Martin McDonagh. Ten stały bywalec festiwalu w Wenecji już dwukrotnie wyjeżdżał z Lido z nagrodą za najlepszy scenariusz: raz za „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” (w 2017), drugi raz za „Duchy Inisherin” (w 2022). Czy „Dziki Koń Dziewięć” o dwóch agentach CIA w Chile lat 70. powtórzy ten wyczyn? A może McDonagh wreszcie zasłuży na najwyższy wenecki laur? Dodam tylko, że w obsadzie – obok Johna Malkovicha i Sama Rockwella – jest Tom Waits. Ten sam, który rok temu przyniósł szczęście Jimowi Jarmuschowi.
Na prawdziwego konia – czarnego – festiwalu zapowiada się jednak w tym roku „Naza„. To dokument, którego obecność w konkursie była jeszcze do niedawna owiana tajemnicą. Zrealizowali go Yuval Abraham oraz Rachel Szor, dwoje z czworga twórców pracujących wcześniej przy oscarowym „Nie chcemy innej ziemi„. Nakręcona nocą na dachach Tel Awiwu produkcja ma ujawnić szczegóły wykalkulowanej, masowej eksterminacji palestyńskich cywilów w Strefie Gazy. W zeszłym roku opowiadający o ludobójstwie w Gazie „Głos Hind Rajab” zdobył w Wenecji Wielką Nagrodę Jury, a dokumenty już kilkakrotnie wygrywały festiwal („Rzymska aureola” w 2013 roku, „Całe to piękno i krew” w 2022 roku). Możliwe więc, że tegoroczny werdykt pójdzie za ciosem i będzie miał polityczny wydźwięk.
A może Złotego Lwa zagwarantuje w tym roku… Krzysztof Kieślowski? Polski reżyser triumfował w Wenecji w 1993 roku z filmem „Trzy: Kolory niebieski„. W tym roku duch Kieślowskiego zawita na Lido pod postacią nowego dzieła Lee Chang-donga. „Możliwa miłość” to bowiem kolejna po „Historiach równoległych” Asghara Farhadiego odsłona cyklu, w którym reżyserzy światowego kina mierzą się z „Dekalogiem”. Koreański mistrz opowie o tym, jak krzyżują się ścieżki dwóch małżeństw i brzmi to jak nowa wersja „Dekalogu III” albo „Dekalogu IX„. Nawet jeśli – według ostatnich pogłosek – z pierwotnej koncepcji dyskusji z Kieślowskim pozostała jedynie inspiracja jednym z dziesięciu przykazań. Może to dobrze: dyskutujący z „Dekalogiem” film Farhadiego nie został przyjęty ciepło w Cannes. Dotychczasowa filmografia Lee jest jednak żelazna. Czy „Możliwa miłość” dorówna takim arcydziełom Koreańczyka jak „Oaza” (2002), „Sekretne światło” (2007) albo „Płomienie” (2018)?
Entuzjastów kina z Azji na pewno ucieszy, że w tegorocznym weneckim konkursie zobaczymy również dwie produkcje japońskich twórców. Shin’ya Tsukamoto niemal zawsze przywozi swoje nowe filmy do Wenecji, nie inaczej jest tym razem. „Mr. Nelson, Did You Kill People?” to jednak coś nowego w jego karierze: anglojęzyczny debiut, w którym zagrał m.in. Geoffrey Rush. Bohaterem filmu jest weteran wojny wietnamskiej wracający z frontu z ciężkim zespołem stresu pourazowego.
Drugim Japończykiem na Lido będzie w tym roku Hirokazu Koreeda. Reżyserowi nie powiodło się kilka miesięcy temu w Cannes, gdzie pokazał kiepsko przyjętego „Chłopca z pudełka” (2026). Może w Wenecji będzie miał więcej szczęścia Jego „Look Back” to ekranizacja mangi Tatsukiego Fujimoto, który stworzył m.in. popularną postać Chainsaw Mana. Komiksowy pierwowzór filmu Koreedy doczekał się już zresztą wspaniałej ekranizacji w postaci animowanego „Look Back” Kiyotaki Oshiyamy z 2024 roku. Poprzeczka zawieszona jest więc wysoko, ale z drugiej strony – materiał wyjściowy daje szansę rozwinięcia skrzydeł. Trzymajmy więc kciuki za Koreedę.
Na tym zresztą nie koniec tzw. „nazwisk”. Powtórzmy: festiwal otworzy nowy film Danny’ego Boyle’a, „Ink” z Jackiem O’Connellem, Guyem Pearce’em i Claire Foy. Pearce wciela się tu w niesławnego biznesmena i magnata prasowego Ruperta Murdocha, a scenariusz powstał na podstawie cenionej sztuki Jamesa Grahama (zaadaptowanej przez samego autora). Znany z oscarowego „Ojca” Florian Zeller pokaże z kolei thriller „Bunker„, w którym małżonkowie Penélope Cruz i Javier Bardem zagrają małżonków w kryzysie: on jest architektem budującym tytułowy bunkier dla pewnego milionera, a ona zaczyna kwestionować sens dalszego bycia razem. Zobaczymy także nowe filmy w reżyserii Caseya Afflecka („Company„) i włoskiego mistrza Nanniego Morettiego („Succederà questa notte„).
Na wyspę Lido zawita też Robert Pattinson jako gwiazda „Primetime” w reżyserii Lance’a Oppenheima. Aktor wciela się w prawdziwą postać, Chrisa Hansena, amerykańskiego dziennikarza, który w programie „To Catch a Predator” konfrontował się z osobami podejrzanymi o pedofilię. Pattinson ma bardzo zajęty rok: widzieliśmy go już w „Dramie” i „Odysei„, a w grudniu wejdzie do kin jeszcze „Diuna: Część trzecia„. Czy jest szansa, że najciekawszą rolę zagrał jednak w „najmniejszym” z tych filmów? Okaże się już w przyszłym tygodniu w Wenecji.
Zresztą kto wie, może gwiazdami tegorocznej Wenecji nie będą wcale gwiazdy? Szeroko komentowano fakt, że w konkursie pokazywany jest tylko jeden film wyreżyserowany przez kobietę – znaną z „Królowej kier” (2019) May el-Toukhy. „Woman Unknown” to rozgrywająca się po II wojnie światowej powieść o młodej Marie (Mathilde Arcel), która ma wyjść za bogatego i starszego wdowca, ale może przeszkodzić jej w tym sekret z przeszłości: romans z niemieckim żołnierzem. Zobaczymy, czy el-Toukhy pokrzyżuje plany kolegów po fachu i utrudni im walkę o najwyższą nagrodę festiwalu.
Choć w konkursie nie startuje w tym roku żaden polski film, Wenecja A.D. 2026 nie obejdzie się bez polskich akcentów. Najważniejszym z nich będzie bez dwóch zdań premiera nowego filmu Grzegorza Dębowskiego. Twórca, który w 2023 zaskoczył bardzo udanym „Tyle co nic„, pokaże w konkursie Orizzonti swoje „Cudze rzeczy„. Jego bohaterką jest utrzymująca się z włamań do mieszkań Kasia (Monika Kwiatkowska). Gdy przypadkiem trafia do domu niedawno zmarłego mężczyzny, zaczyna podszywać się pod jego partnerkę.
Poza konkursem głównym na tegorocznym festiwalu pokazane zostaną również m.in.: „The Basics of Philosophy” Paula Schradera i „Place to Be” Kornéla Mundruczó. Intrygująco zapowiadają się też dokumenty: prawie czterogodzinny „Musk” Alexa Gibneya o, cóż, Elonie Musku, „Everest: The Other Side” od twórców „Free Solo„, Elizabeth Chai Vasarhelyi i Jimmy’ego China, „Shumei: The Living Legacy of Kabuki” Takashiego Miike oraz „What Love Builds” w reżyserii, ciekawostka, Russella Crowe’a. Jest też dobra wiadomość dla fanów „Z-Boczonej historii kina” i „Perwersyjnego przewodnika po ideologiach„: Sophie Fiennes i Slavoj Žižek domykają swoją trylogię filmem „The Pervert’s Guide to Utopias”.
A czy Wenecja okaże się w tym roku utopijnym królestwem Wielkiego Kina Zobaczymy – i to dosłownie, na własne oczy, na sali kinowej. Bądźcie z nami przez najbliższe dziesięć festiwalowych dni. Będziemy dla Was recenzować na bieżąco kolejne tytuły.
