„Strefa gangsterów”: skok na drugi sezon. Recenzja

Po blisko półtorej roku od premiery pierwszego sezonu serialu serwis SkyShowtime ponownie zaprasza nas do „Strefy gangsterów„. Pierwszy odcinek produkcji trafił do abonentów platformy już dziś, a każdy kolejny będzie miał premierę w tygodniowych odstępach. Nasz recenzent miał z kolei przyjemność obejrzeć już cztery odcinki tej produkcji, a w swojej recenzji dzieli się pozytywnymi wrażeniami z seansu. Pełny tekst recenzji przeczytacie klikając TUTAJ.

„Strefa gangsterów” – recenzja drugiego sezonu

Wszystko jedno
autor: Jan Tracz

Georgi Gospodinow napisał kiedyś, że każda opowieść musi skończyć się narodzinami lub śmiercią. Bułgarski pisarz chyba się mylił – pod koniec pierwszego sezonu „Strefy gangsterów” Harry (Tom Hardy) co prawda został dźgnięty nożem przez swoją żonę Jan (Joanne Froggatt) i mógł wylądować w trumnie, jednak jakimś (scenariopisarskim!) cudem przeżył. No i nikt w międzyczasie się nie urodził. Gospodinow pewnie nie przewidział, że w serialowej machinie postaci i historie są wieczne – będą trwały, póki jest na nie popyt, a liczby zgadzają się w Excelu.

Harry wciąż żyje, oddycha, zdaje się być zdrowy, ale i tak mu wszystko jedno – w nowym sezonie serialu jego świat zaczyna się wreszcie walić. To było do przewidzenia, poprzednie dziesięć odcinków ukazało nam wystarczająco wiele powiewających czerwonych chorągiewek. Tylko Harry, wiecznie w robocie i pod telefonem (facet od zadań specjalnych w tej pracy nie posiada prawa do choćby jednego dnia wolnego) nie miał prawa ich zauważyć. Wpatrzony był w dany moment, a nie przed siebie. Niby zawsze dwa kroki do przodu (jako fixer Harriganów przewiduje każdy możliwy scenariusz), ale ten trzeci – związany z jego własnym mikrokosmosem – był już poza jego zasięgiem. Zbyt często ignorował potrzeby rodziny, stawiając ją – realnie – na ostatnim planie. Teraz pora na efekty tych wszystkich działań. Wojna gangów w Londynie wisi w powietrzu, gdy znienacka pojawia się tajemniczy Frankie (rewelacyjny Johnny Flynn) paraliżujący Harriganów. Charakterem przypomina Jimmy’ego w interpretacji Jacka O’Connella ze „Świątyni kości„. Być samemu u progu apokalipsy? Tego Harriganowie nie życzyliby nawet swoim najgorszym wrogom.

Fani serialu poczują się jak w domu – produkcja nadal pozostaje brutalna, bezpardonowa, i lawirująca gdzieś między brytyjską pulpą a kinem gangsterskim wysokich lotów. Już pierwsza, krwawa i pełna ofiar sekwencja serialu – ukazująca gwałtownego Pierce’a Brosnana i wiecznie analizującą Helen Mirren w akcji – wyznacza myśl przewodnią tego sezonu. To będzie walka starości z młodością; doświadczenia z butą, chłopskiego rozumu z kalkulacją, dystansu z powagą. A gdzieś pośrodku tego wszystkiego znajdzie się Harry, który nie wie, po jakiej stronie barykady stanąć. Najchętniej spakowałby wszystkie swoje graty i ratował własne małżeństwo, póki żona chce jeszcze pójść wspólnie na terapię.

Ten nasz Harry nie ma tutaj lekko  — nie chce zwierzyć się starym Harriganom (ani tym młodym). W ten pewien niezdrowy sposób stara się nie wnosić tego, co prywatne, za drzwi swojego biura (którego notabene nie ma). Szkoda tylko, że przez lata robił na odwrót – już w drugim sezonie możemy to zobaczyć, gdy Harry, podczas terapii małżeńskiej, otrzymuje ważny telefon i musi wyjść w środku sesji. A, no i właśnie – komórek ma kilka, każda od innego kryzysu w pracy, a tylko jedna dedykowana rodzinie. Przy takim rozłożeniu sił miłość i dobre chęci nie mają prawa wygrać.

Pełną recenzję autorstwa Jana Tracza przeczytacie klikając TUTAJ.

„Strefa gangsterów” – zwiastun 2. sezonu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *