Czy „Carrie” Stephena Kinga trafiła na swoje czasy? Recenzujemy serial Prime Video

„Carrie” – debiutancka książka Stephena Kinga – trafiła na idealne czasy? Dziś w końcu, jak nigdy wcześniej, wyraźnie widać, do czego może doprowadzić hejt – szczególnie zmasowany, i ten młodzieńczy, szkolny. Mike Flanagan sięga po oryginał, ale – jak zapowiedział – opowiada o naszych czasach. Jaka jest serialowa „Carrie„? Czy jest się czego bać? Serial widział już Bartosz Czartoryski, który dzieli się wrażeniami po seansie w swojej recenzji. 

Jej fragmenty znajdziecie poniżej, a cała jest dostępna POD LINKIEM TUTAJ. 

recenzja serialu „Carrie” | Prime Video

Edukacja Carrie
autor: Bartosz Czartoryski

W recenzji przeczytacie:

Przyszedł czas zdekonstruować „Carrie”. Bo choć rzeczona powieść to nadal kawał literatury grozy, napisana została przed pięćdziesięcioma już laty, więc jako historia o dojrzewaniu, podejmująca temat szkolnego ostracyzmu i kolizji z obowiązującymi normami społecznymi, zdążyła nieco zmurszeć. Mike Flanagan, który najwyraźniej przejął od Micka Garrisa tytuł nadwornego adaptatora prozy Kinga, od dawna zastrzegał, że jego serial nie będzie niewolniczo ekranizował książki, scena po scenie, a przeniesienie jej do współczesności zaowocuje umieszczeniem bohaterki i wydarzeń w innych niż do tej pory kontekstach. Istotnie, swojej obietnicy dotrzymał i z pewnością mamy do czynienia z najciekawszym przeniesieniem wydawniczego debiutu Kinga od czasu filmu Briana De Palmy, do którego kolejni twórcy niby usiłowali dodać cokolwiek pomysłowego, a tylko od niego odejmowali.

Co autor pisze o fabule?

U Flanagana tytułowa Carrie (Summer H. Howell) żyje, prawie że dosłownie, pod kloszem, bo z domu wychodzi tylko na sąsiadujący z nim ogród, a jej jedyne okno na świat to książki podrzucane jej przez troskliwą sąsiadkę. Nastolatka, choć świadoma istnienia czegoś więcej niż trzy pokoje z kuchnią, ma bezpośredni kontakt wyłącznie z ojcem święcie przekonanym o zacieśniającym się spisku przeciwko ludzkości oraz apodyktyczną matką, której tyraniczny charakter wynika z niezłomnego przekonania o moralnej degrengoladzie świeckiej części Ameryki. Margaret jednak nie nadstawia drugiego policzka, kiedy po śmierci męża państwo każe jej skierować Carrie do publicznego ogólniaka; to tam rozegra się bitwa o przyzwoitość, o dusze, o zasady i o lajki oraz subskrypcje.

I dalej:

Całość naznaczona jest jednak sznytem znanym z seriali o starszej młodzieży dla starszej młodzieży z ubiegłej dekady, na których wychowywali się milenialsi. Bliżej tej fabule do „Słodkich kłamstewek” i „Plotkary” niż do psychologicznego ciężaru bądź co bądź pulpowej z ducha i serca powieści Kinga. Ale nie jest to wyróżnik negatywny, bynajmniej.

Więcej o serialu „Carrie” można przeczytać w recenzji dostępnej POD LINKIEM TUTAJ. 

Zwiastun serialu „Carrie„

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *