
W programie trwającego właśnie Londyńskiego Festiwalu Filmowego pokazano „Behemoth!” Tony’ego Gilroya z Pedro Pascalem i „The idiot(s)” Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta z Johnnym Flynnem i Aimee Lou Wood. Oba filmy – w bardzo różny sposób – opowiadają o życiorysach artystów: Pascal wciela się w wiolonczelistę, który wraca do rodzinnego Los Angeles, a Flynn i Wood – w Fiodora Dostojewskiego i jego żonę, Annę. Recenzuje Jan Tracz.
recenzja filmu „Behemoth!„, reż. Tony Gilroy
Starszy człowiek i może
Są takie filmy, przy których czuć, że powstały ręką osoby doświadczonej; takiej, co swoje zdążyła już przeżyć. Jedni nazwą to kino „dziaderskim”, inni dostrzegą w nim piękno i refleksję nad przeszłością. W tym miejscu możecie się już domyślić, że „Behemot!„, najnowsze dziecko Tony’ego Gilroya, należy właśnie do tej kategorii. Reżyser skończył w tym roku 70 lat – to wiek, w którym myśli się już o przemijaniu. I to pewnie dlatego napisał scenariusz do filmu-wyznania, w którym główną rolę zagrał sam Pedro Pascal.
Bardzo to wszystko rozliczeniowe, prywatne, chwilami intymne – czuć, że Gilroy na starość potrzebował wypluć z siebie taką opowieść, pewnie (choć to wyłącznie spekulacja) inspirowaną własnymi doświadczeniami. W filmie śledzimy losy Alexa Seriana (Pascal), utalentowanego wiolonczelisty, który po wielu latach decyduje się wrócić do rodzinnego Los Angeles. Niby powód jest prosty – zadarł nie z tą osobą, co trzeba, decydując się na romans z trochę-zbyt-intensywną-jak-na-jego-gust Carol (Olivia Wilde). Ona jest gotowa, aby porzucić męża i rozpocząć stabilny związek. On natomiast odpycha ją na każdym kroku – dlatego ucieka do LA. W jaki sposób uzasadnia swój wybór? Postępująca choroba matki.
Argument brzmi sensownie, ale Gilroy mnoży zbliżenia, jakby za wszelką cenę chciał przebić się przez skorupę Alexa. Sami czujemy w kościach, że to nie jest jedyny powód – zresztą, w trakcie seansu dowiadujemy się o trudnej relacji Alexa z jego bratem (Will Arnett) i ojcem (malusieńka, ale pamiętna rola Hanka Azarii). Czy ten sam facet, który przez około dwadzieścia lat uciekał od swojej przeszłości, faktycznie zdecydowałby się na nagły powrót do rodzinnego miasta
Cała recenzja filmu „Behemoth!” dostępna jest POD LINKIEM TUTAJ.
„The Idiot(s)„, reż. Małgorzata Szumowska, Michał Englert
Czarodziej
Podobno dzieci Thomasa Manna nazwały go „czarodziejem”, bo nigdy go nie rozumiały. Mówi się, że niemiecki pisarz zbudował wokół siebie taki mur, że dystans, który wytworzył się między nimi, kompletnie zgasił ostatnie podrygi ogniska domowego. Dla nich to nie był Mann-tata, ale właśnie Mann-magik – outsider siedzący w bibliotece z własnymi księgami czarów; facet, który nigdy nie asymilował się z resztą bliskiego mu otoczenia.
Wątpię, by było to bezpośrednie nawiązanie, ale w jednej ze scen w „The Idiot(s)” Fiodor „Fedya” Dostojewski (Johnny Flynn) tłumaczy swojej nowej wybrance serca, Annie (Aimee Lou Wood), że nie napisze nowej powieści w trymiga. „Nie jestem magikiem, nie przystąpię do tego procesu od razu, nie wpadnę nagle na nowy pomysł” – tłumaczy żonie, jakby mówił do dziecka. Zamiast pisać, Fedya woli chodzić do kasyna, wierzyć w przeznaczenie (czytaj: zwycięstwo) i zachowywać się jak tytułowy „idiota”, którym przecież nie jest. W ten sposób ucieka: od odpowiedzialności, presji, nowej rodziny czy zawodowych obowiązków. Wygląda na to, że obaj pisarze przed czymś czmychali – kiedy Dostojewski szedł do ludzi, czarując przy ruletce w kasynie, Mann zamykał się w sobie, od środka tłumiąc swój skrywany homoseksualizm.
Wbrew pozorom najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta (na podstawie książki Andrew D. Kaufmana) nie opowiada w zasadzie o procesie powstawania „Idioty” Dostojewskiego czy o jego literackim talencie. Zgoda, powieść istnieje gdzieś w tle i rzutuje na losy bohaterów (od niej zależy, czy będą mieć na chleb), ale nie definiuje całego życia pisarza. „The Idiot(s)” to raczej historia o tym, że każdy „idiota” może być literackim geniuszem, a każdy maestro ma szansę być postrzegany jako półgłówek w prawdziwym życiu. To rzecz o dwojgu ludzi, którzy bardzo pragną się kochać i wspólnymi siłami pokazać światu, na co ich stać. On będzie pisał, ona stanie się jego redaktorką. Ale są tylko ludźmi i ciągle popełniają te same błędy.
Cała recenzja filmu „The Idiot(s)” dostępna jest POD LINKIEM TUTAJ.
