
„Street Fightera” z 1994 roku z Jean-Claude’em Van Damme’em trudno uznać za udaną ekranizację kultowej gry wideo – nawet jeśli film jest tak nieudany, że zaczyna sprawiać frajdę. Mamy jednak 2026 rok i na ekrany wkracza nowy filmowy „Street Fighter„. Jak broni się produkcja, której gwiazdami są Andrew Koji, Noah Centineo, Callina Liang i David Dastmalchian? Recenzuje Jan Tracz.
Najpierw walcz, potem gadaj (recenzja filmu „Street Fighter. Uliczny wojownik”)
Trudno ocenić ekranizację gry, w której Eric André liże buty jednej z aktorek, ujęcia Calliny Liang przypominają niesławne zbliżenia na ciało Mirandy z drugiego „Mass Effecta„, a 50 Cent walczy na ringu do swojego utworu „Many Men”. Czy to wciąż film, czy może coś w rodzaju performance’u? Czy to „SNL” z Temu i na sterydach? Chyba po prostu coś pomiędzy – najnowszy „Street Fighter” w reżyserii Kitao Sakuraia to eksperyment formalno-społeczny od fanów dla fanów. Fuzja szaleństwa z żenadą. A więc wszystko, czego mogliśmy oczekiwać od wariatów odpowiedzialnych za tę frywolną superprodukcję.
Stawka jest taka sama jak zazwyczaj – większa niż życie. Złol pragnie władzy, bohater ucieka przed mroczną przepowiednią, przyjaźń zostaje wystawiona na próbę, a wygrana w turnieju może okazać się cenniejsza od dotychczas wyznawanych wartości. Na potrzeby tej pretekstowej i cokolwiek znajomej fabuły zmontowano jednak niezłą ekipę.
Andrew Koji wciela się w Ryu, prawdopodobnie najpotężniejszego wojownika na świecie, który zamiast pójść na terapię, usunął się w cień i nie przepracował traum z przeszłości. Znany Zetkom Noah Centineo na ekranie przypomina Johnny’ego Cage’a z imprezy halloweenowej: jego Ken Masters, kolejna kluczowa postać dla tego uniwersum, ma już za sobą lata chwały. Teraz odcina kupony, przypomina karykaturę samego siebie, a smutki i znużenie zapija drinkami. Kiedy Ryu, notabene jego przyjaciel sprzed lat, okaże się być w niebezpieczeństwie, Ken zostanie zmuszony przypomnieć sobie o znaczeniu swojego nazwiska. To znaczy – wreszcie spróbuje wziąć się w garść, choć nie będzie to wcale takie proste (…).
Całą recenzję autorstwa Jana Tracza przeczytacie TUTAJ.
„Street Fighter. Uliczny wojownik” – zwiastun
Akcja filmu rozgrywa się w 1993 roku. Skłóceni wojownicy Ryu (Andrew Koji) i Ken Masters (Noah Centineo) ponownie stają do walki, gdy tajemnicza Chun-Li (Callina Liang) rekrutuje ich do kolejnego turnieju World Warrior Tournament: brutalnej walki na pięści. Jednak za tą walką kryje się spisek, który zmusza ich do zmierzenia się ze sobą i demonami przeszłości. Jeśli tego nie zrobią, będzie to oznaczało koniec gry!
