Tarantino ukończył scenariusz ostatniego filmu, ale zrealizuje go, gdy najpierw „trochę sobie pożyje”

Wielu sądziło, że do tego czasu Quentin Tarantino na pewno wycofa się ze swojego przyrzeczenia o nakręceniu w życiu wyłącznie 10 pełnometrażowych filmów. Tymczasem lata mijają, a reżyser pozostaje nieugięty. Wczorajszego wieczoru w programie The Graham Norton Show Tarantino wyznał, że ukończył niedawno scenariusz projektu, który może zostać zamieniony na jego ostatni projekt filmowy. Dodał jednak, że zanim wejdzie na plan, chciałby „jeszcze trochę pożyć”, przeciągając w ten sposób moment rozpoczęcia swojej twórczej emerytury. 

Ostatni film Quentina Tarantino – co wiemy?

W programie Grahama Nortona Tarantino przekonywał, że gotowy scenariusz nie musi koniecznie oznaczać rozpoczęcia dalszych preprodukcyjnych prac nad filmem. Amerykański reżyser wyznał, że obecnie jego głowę zaprzątają inne kwestie – poza życiem prywatnym jest to choćby praca nad sztuką „The Popinjay Cavalier”. Jej premiera na West Endzie ma mieć miejsce w marcu przyszłego roku, a główną gwiazdą projektu jest Sacha Baron Cohen. Przed tą datą Tarantino nie planuje nawet kiwnąć palcem w sprawie dalszych prac nad swoim ostatnim filmem.

Napisałem scenariusz, z którego jestem naprawdę zadowolony i który mógłbym zrealizować, ale najpierw chcę wystawić swoją sztukę i zobaczyć, kim będę po tym wszystkim. Potem wrócę do domu, spędzę czas z rodziną, po prostu trochę pożyję i dopiero wtedy zobaczę, co chcę zrobić dalej – takimi słowami Tarantino opisał swój harmonogram na najbliższe lata. Reżyser w swoim stylu nie pozostaje więc kategoryczny. W przyszłości może zdecydować przecież, że – tropem losu poprzedniego scenariusza – i ten tekst trafi do kosza.

Na tę chwilę nic nie wiadomo o fabule ostatniego, 10. filmu Quentina Tarantino. Na pewno nie będzie to „The Movie Critic”, który, jak się zdaje, został całkowicie pogrzebany przez reżysera. Co ciekawe, Tarantino wyznał, że sceniczne „The Popinjay Cavalier” pisał początkowo z myślą o realizacji filmowej, dopóki nie zorientował się, że dużo lepiej sprawdzi się na deskach teatru. Ten westendowy projekt opisuje jako „romans z gatunkiem filmów płaszcza i szpady z nutą francuskiej farsy”. Jeśli pisany z myślą o wielkim ekranie „The Popinjay Cavalier” może być jakimś punktem odniesienia, ostatni film Tarantino może okazać się dużo bardziej szaloną podróżą, niż nam się dotąd wydawało.

Przypomnijmy, że od 9. filmu Tarantino, „Pewnego razu… w Hollywood„, minęło już siedem lat. Jest to najdłuższa przerwa między kolejnymi projektami w jego reżyserskiej karierze. Widać więc, że i dla samego reżysera opracowanie filmu sumującego jego twórczą drogę pozostaje zadaniem, do którego nadal przywiązuje ogromną wagę. W tej kwestii nie da rady nas oszukać.

„Pewnego razu… w Hollywood” – zwiastun filmu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *