Przyszłość ESA zależy od tego projektu. Start już dziś

ESA szykuje się do kolejnego startu rakiety Ariane 6. Jest ona następczynią legendarnej Ariane 5, lecz nawet z nową rakietą europejski przemysł kosmiczny jest daleko w tyle za głównymi graczami.

Europejska Agencja Kosmiczna wreszcie może odetchnąć z ulgą. Po latach opóźnień i krytyki jej nowa rakieta nośna Ariane 6 znów wzbije się w niebo. O ile obędzie się bez problemów techniczny, to odbędzie się to po raz czwarty w historii. Start rozpocznie się 4 listopada z europejskiego kosmodromu w Kourou w Gujanie Francuskiej o godzinie 22:03 czasu polskiego. Na pokładzie rakiety znalazł się satelita Sentinel-1D, należący do unijnego programu obserwacji Ziemi Copernicus. Dla Europy to coś więcej niż kolejny start, to symboliczny krok w stronę odzyskania kosmicznej niezależności.

W końcu mamy zastępstwo legendarnej Ariane 5

Ariane 6 to następca legendarnej Ariane 5, która przez 27 lat służyła europejskiej agencji jako główny system nośny. Ostatni lot poprzedniczki odbył się w lipcu 2023 roku, kończąc długą i udaną erę europejskich startów. Ariane 6 miała przejąć pałeczkę znacznie wcześniej, lecz jej debiut opóźnił się o kilka lat. Dopiero w lipcu 2024 roku doszło do pierwszego testowego lotu, który zakończył się umiarkowanym sukcesem. Dwie kolejne misje przebiegły już bez zastrzeżeń.

Dzisiejszy start jest więc kluczowym sprawdzianem dla europejskiego przemysłu kosmicznego. Sentinel-1D, który trafił na orbitę, ma zastąpić wysłużonego Satelitę Sentinel-1A, działającego od 11 lat – znacznie dłużej niż zakładano. Oba urządzenia współtworzą system radarowej obserwacji powierzchni Ziemi, umożliwiający rejestrowanie obrazów niezależnie od warunków pogodowych i pory dnia. Dane z satelitów Sentinel są wykorzystywane przez służby ratunkowe, instytucje ochrony środowiska oraz naukowców analizujących zmiany klimatu.

Europa nadal w cieniu większych graczy

Choć każdy start Ariane 6 to dowód technicznych kompetencji Europy, trudno nie zauważyć, że kontynent pozostaje w tyle za największymi graczami. W 2025 roku SpaceX wykonało już ponad 140 misji Falcona 9, z czego większość dotyczyła rozbudowy sieci Starlink. Dla porównania, tegoroczny start Ariane 6 był dopiero piątą misją orbitalną Europy.

Czytaj dalej poniżej

Problemem ESA jest nie tylko liczba startów, ale też ich ekonomia. Ariane 6, choć nowa, już jest przestarzała. Przede wszystkim nie jest rakietą wielokrotnego użytku, co automatycznie zwiększa koszty każdego startu. Tymczasem konkurencja w postaci Falcona 9 czy chińskiego Long March 8 wielokrotnie odzyskuje swoje pierwsze stopnie, drastycznie obniżając wydatki. Eksperci zwracają uwagę, że Ariane 6 jest w pewnym sensie technologicznie przestarzała już w momencie wejścia na rynek.

Opóźnienia w programie Ariane 6 to tylko jeden z symptomów głębszego kryzysu europejskiego sektora kosmicznego. ESA od lat boryka się z ograniczonym budżetem oraz problemami decyzyjnymi wynikającymi z jej międzynarodowej struktury. Agencja zrzesza 22 państwa członkowskie, a każde z nich ma własne interesy gospodarcze i polityczne. W efekcie decyzje często zapadają z opóźnieniem lub są wynikiem kompromisów, które utrudniają realizację ambitnych projektów.

Budżet ESA na 2024 rok wynosił około 7,1 miliarda euro, czyli znacznie mniej niż środki, jakimi dysponuje NASA (ok. 27 miliardów dolarów) czy inwestycje prywatne w SpaceX. Taki dysproporcja finansowa sprawia, że ESA musi dokonywać trudnych wyborów – rezygnować z niektórych inicjatyw lub ograniczać ich zakres.

W ostatnich latach rosnący wpływ Chin i Indii w przestrzeni kosmicznej dodatkowo uwidacznia stagnację Europy. Chiny z sukcesem prowadzą własną stację kosmiczną Tiangong, a Indie stały się czwartym krajem w historii, który wylądował na Księżycu. Tymczasem Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) – wspólny projekt m.in. NASA i ESA – ma zakończyć działalność w 2030 roku.

Europa nie dysponuje własną stacją kosmiczną, a wcześniejsze plany współpracy z Chinami zostały porzucone z powodów politycznych. Dla kontynentu, który przez dekady był symbolem naukowego postępu, to poważny cios wizerunkowy.

Grafika: ESA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *