Putinowska władza nie zatrzymuje się przed niczym. Kiedy kończą się prawdziwi przeciwnicy, zaczyna polować na resztki opozycji — nawet tych, którzy od dawna siedzą cicho. Maksym Krugłow, wiceszef Jabłoka, jednej z ostatnich partii próbujących mówić o demokracji w Rosji, w 2022 r. ośmielił się napisać o tragedii w Buczy. Dziś za tamte słowa siedzi w areszcie — nie dlatego, że stanowi realne zagrożenie dla Kremla, a dlatego, że władza potrzebuje kolejnych "zdrajców" i "dyskredytatorów" by podtrzymać działanie swojego represyjnego mechanizmu. I by ich znaleźć, nie cofa się przed niczym.
