Dziekanowski: Czy Marek Papszun na pewno dobrze sypia

Legia nie przestaje zaskakiwać. Kiedy wydaje się, że już puka w dno od spodu i gorzej być nie może, stajemy się świadkami kolejnego blamażu. Do czwartku cieszyliśmy, że żadna z polskich drużyn – najpierw walczących o awans, a teraz grających w fazie ligowej europejskich pucharów – nie zaliczyła takiej wstydliwej wpadki. Wpadki, której wspomnienie ciągnąć się będzie za nią przez lata. A jednak jest to już nieaktualne – drużyna prowadzona od kilku tygodni przez Inakiego Astiza przegrała w Erywaniu z ekipą NOAH. Kiedy przed czwartkowym meczem rozmawiałem z jednym z kolegów i wymieniłem rywala warszawskiej drużyny, kolega zażartował: „Noah? Kojarzy mi się tylko z tym byłym francuskim tenisistą”. Niestety teraz kibicom Legii nazwa NOAH będzie kojarzyć się kompromitacją i upokorzeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *