
Przez lata społeczność skupiona wokół Garmina była niczym zakon o surowych regułach. Liczyło się to, co „w środku”: precyzja GPS, mordercze treningi i bateria, o której ładowaniu przypominałeś sobie raz w miesiącu. Wyświetlacz? Miał być. Najlepiej taki, który wygląda jak wyjęty ze starego kalkulatora Casio – wyblakły, o niskiej rozdzielczości, ale czytelny nawet w samo południe na Saharze. To była technologia MIP (Memory in Pixel).
