
– Miałem dziurę w sercu, innymi słowy ubytek. Co jakiś czas było tak, że serducho napitalało mi do tego stopnia, iż nie mogłem… Tak, jakby miało mi wyskoczyć. W końcu ta przypadłość doprowadziła, stety czy niestety, do udaru mózgu – opowiada w rozmowie z Interią Krzysztof „Diablo” Włodarczyk, który dopiero co wrócił z Tajlandii. W Bangkoku odniósł sukces przy „zielonym stoliku”, dzięki czemu mimo 44 lat na karku wciąż ma spore możliwości w kategorii bridger. O ile pozwoli na to zdrowie.
