Głupi byłem, że zwlekałem. Dzięki temu rzuciłem telefon w kąt

Kilka miesięcy temu coś się w moim życiu zmieniło. Nagle pojawiła się okazja, aby zacząć używać regularnie urządzenia, którego zakup odkładałem dosłownie od lat. Zawsze uważałem, że nie potrzebuję kolejnego urządzenia elektronicznego, skoro jego funkcję doskonale spełnia telefon, a ten mam zawsze ze sobą, bez konieczności ładowania do plecaka kolejnego gadżetu. Cóż, głupi byłem, że tyle czasu to odkładałem.

W dzieciństwie oraz do końca studiów pochłaniałem książki jak szalony. Wręcz była to zawsze pierwsza rzecz, którą przed dowolnym wyjazdem pakowałem do plecaka, a moim jedynym zmartwieniem było, czy jedna książka wystarczy (podświadomość mnie zawsze przekonywała, że nie). Czytałem dosłownie, gdzie tylko się dało, nawet idąc chodnikiem w drodze do domu. A potem przyszła era smartfonów, praca i wszystko jakoś się posypało, aż w ostatnim czasie pojawił się w moim życiu Kindle. Zakup ebooka uważałem za zbędny i było to strasznie głupie.

Głupi byłem, że zwlekałem. Jak mogłem myśleć, że telefon jest wygodniejszy?

Przyznam, że dzisiaj trudno jest mnie obronić samego siebie z przeszłości. W wielu dyskusjach, zawsze wyrażałem brak zainteresowania ebookiem, bo przecież mam telefon. W dodatku, życie pochłania różnymi sprawami i nie czytam już tyle, co niegdyś. Zatem skoro i tak dość trudno mi idzie z tą przyjemnością na telefonie to nie mam powodu, aby sięgać po dodatkowe narzędzie.

Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, lecz z jakiegoś powodu byłem obrońcą aplikacji Książki na iPhone’ie i ogólnie sprzęcie Apple. W zasadzie do dzisiaj nie jestem aż takim przeciwnikiem. Lubię, że można ustawić własną czcionkę, kolory stron książek i przede wszystkim jest to szalenie wygodne, gdy trzeba stać w komunikacji miejskiej i jedną ręką na spokojnie się trzyma poręczy, a drugą utrzymuje telefon z wybraną książką. Gdzie wady?

Książki Apple

Otóż, na telefonie jest tak wiele rozpraszaczy, że nie ma po prostu mocy, aby czytać nieprzerwanie. Był to czynnik, który powodował, że kompletnie na telefonie czytać nie chciałem i zawsze salwowałem się ucieczką w jakieś głupoty, na których mi nie zależało. Ktoś powie na to: trzeba było wyłączyć powiadomienia! To ja na to bym chyba nawet nie miał ochoty odpowiadać, lecz dla potrzeby lektury to zrobię.

Czytaj dalej poniżej

Jest to strasznie krótkowzroczne i pozbawione empatii, przepraszam, że tak bezpośrednio, lecz wystarczy na moment zrobić krok do tyłu i zastanowić się, o czym mowa. Telefon to nie jest po prostu kolejne narzędzie, to jest – niestety – jeden z filarów naszego życia. To na nim się otrzymuje informacje z pracy, od rodziny, z urzędów, z banków. Pewne rzeczy muszą być niejako zwolnione z blokad. Poza tym, to też ma sprawiać jakąś przyjemność, a nie tylko nakładać sobie ograniczenia, więc tak, chcę dostać informację, jak ulubiony fotograf wrzuci test obiektywu na YouTubie. Czy to jest takie trudne okazać trochę zrozumienia?

Niemniej, był to czynnik sprawiający ogromną trudność, a do tego po prostu kusił innymi rzeczami. Właśnie wspomnianym YouTubem, Instagramem, Threes (starusieńka, wciąż miła gierka) oraz muzyką, bo może nie pasowała nastrojem do czytanej treści. Szczególnie z ADHD, rozpraszacze działają na mnie podwójnie.

gov.pl

Pisząc to wszystko, naprawdę widzę, jak głupi byłem nie biorąc się za Kindle’a, który rozwiązałby wszystkiego te problemy?

W końcu się jednak pojawił, a wraz z nim, wróciło do mojego życia to, czego tak – nieświadomie – mi w nim brakowało. Książki wciąż są ważnym elementem mojego życia. Historie napisane tekstem pobudzają wyobraźnię w sposób niedostępny dla treści, które pokazują nam wszystko według wizji twórców, czyli jak filmy. Zresztą, każdy wie, jak książka działa, nie o tym mowa.

Mój Kindle jest dość stary, jeszcze z wejściem micro USB, więc nie wiem, jak to wygląda na nowszych, ale mój jest pozbawiony reklam i powiadomień. To czyste doświadczenie z cyfrową książką, niczym nieskalane! Zalet jest tak wiele, że trudno jest zacząć od jednego miejsca (wow, to dopiero odkrycie w 2025!). To może w ten sposób, po pierwsze, bateria trzyma tak długo, że nigdy nie mam obawy utknięcia mimowolnie w danym punkcie. Co więcej, dzięki ograniczeniu narzędzia, nawet gdyby bateria dochodziła do zera… I tak nie ma powodu do obaw, to nie jest tak, że nagle otrzymam ważny telefon od mojej mamy!

Po rozpoczęciu używania ebooka otrzymuje się wyzwalającą bombę swobody, uwolnienia z okowów stałego połączenia internetowego oraz ogromne przestrzenie wyobraźni niezliczonej ilości autorów. Nie zastanawiałem się nad tym wcześniej zbyt głęboko, lecz szczerze mnie zaskoczyło jak bardzo wyraźne się dla mnie stało jakimi męczącymi są telefony, tablety i inne urządzenia. Gdy na półce leży Kindle obok telefonu, to automatycznie sięgam po Kindle’a. Myślę, że to nie tylko ze względu chęci czytania, ale i pobycia samemu z sobą, bez newsletterów i żywej rozmowy rodziny na grupowym czacie.

Kolejny raz przekonałem się, jak bardzo w życiu są potrzebne narzędzia stworzone dla konkretnego celu. Wielokrotnie się już na łamach Antywebu rozpisywałem się nad istotnością w naszym życiu różnych urządzeń, które są dedykowane jednej czynności, a nawet o tym jak nie tylko ja tak czuję, ale i całe pokolenia młodych osób, które nie zaznały smaku analogowego świata. I Kindle tym właśnie jest, robi z mojej perspektywy idealnie to, czego chcę: wciąż mam miejsce na półkach w domu, małe urządzenie i lekkie zawsze może siedzieć w plecaku, a także nie martwię się, czy mam wystarczająco książek.

Jedyne czego żałuję, tego Kindle nie umożliwia

Książki zacząłem czytać wcześnie – nigdy lektury, przez co wpadałem w kłopoty – odkąd miałem kilka lat wjeżdżały Kaczory Donaldy, a między 8-9 rokiem Harry Potter rozpoczął pochłanianie wszelkich książek. Zatem jeden z najmilszych zapachów to ten papieru, a dźwięków ich szelest. Noce spędzałem pod kołdrą z latarką, gdy już rodzice kazali spać i są to wspomnienia tak żywe w mojej duszy, że mocno tęsknię za tymi elementami. Jednakże dzisiaj górę bierze pragmatyzm i tak od kilku lat rozdaję ogromne ilości książek. Z setek zostało mi może już dzisiaj 30 sztuk i nie chcę tej ilości za bardzo powiększać.

Tęsknię także za wizytami w księgarni i przeglądaniu na chybił trafił kolejnych półek. Nie mam jednak na myśli wymuskanych Matrasów czy (pożal się Boże) Empików. Tylko tych małych i ciasnych, które dawniej były w każdym mieście, a dzisiaj pomimo stabilnej ilości czytelników i rosnącej liczby sprzedawanych książek fizycznych, po prostu znikają. I to w strasznym tempie, gdyż co trzeci dzień znika w Polsce jedna księgarnia, często nie jest zastępowana pojawieniem się kolejnego śmiałka chcącego się przeciwstawić trudnej rzeczywistości.

Trudno jest jednak mnie sobie wyobrazić, że coś się w tej kwestii poprawi bez udziału rządu i walki z niekonkurencyjnymi cenami cyfrowych odpowiedników oraz przewagi dużych graczy w kwestii wydań fizycznych. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby mała księgarnia mogła jak Empik zaproponować -50% na drugi egzemplarz.

Tym smutnym, akcentem, trochę mi głupio wciąż proponować Kindle’a, lecz z samolubnej perspektywy, trudno jest mnie uczynić inaczej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *