
Jeżeli zastanawiałeś się, czy ograniczenie elektroniki na urlopie pomoże ci lepiej wypocząć, to już nie musisz. Zrobiłem to za ciebie.
Wracasz z urlopu i jesteś równie zmęczony mentalnie, co przed wyjazdem. A miałeś przecież odpocząć od tego wszystkiego, pracy, problemów, stresu. I leżałeś na tej plaży, piłeś drinka przy barze, rozmawiałeś z rodziną i przyjaciółmi, cyknąłeś kilka fotek, więc wszystko wskazuje na to, że powinieneś być wypoczęty. Ale nie jesteś. Nie wziąłeś pod uwagę tego, że w kieszeni masz małego impostora, od którego zależało to, czy twój umysł odpocznie. Spojler: nie odpoczął.
Wakacje bez telefonu — recepta na wypoczynek?
Nie da się ukryć, że telefony komórkowe zintegrowały się z naszą codziennością. Sam łapię się na odruchu sięgania do kieszeni, gdy aktualnie nie mam co robić, albo gdy mam co robić, ale automatycznie sprawdzam godzinę (sprawdzałem dwie minuty wcześniej) lub upewniam się, czy ktoś nie napisał (nie napisał i nawet nie czułem wibracji). Z pozoru może się to wydawać błahe, ale jest to dodatkowe obciążenie dla naszego mózgu.
Potwierdzają to liczne badania, w tym „Smartphone (dis)connectedness and vacation recovery” z 2016 roku, gdzie wykazano, że stały kontakt z pracą, czy z mediami społecznościowymi wpływa negatywnie na regenerację podczas odpoczynku. Wtóruje mu badanie „Effect of Social Loneliness on Tourist Happiness: A Mediation Analysis Based on Smartphone Usage” z 2023 roku, gdzie sprawdzono wpływ korzystania ze smartfona na odczucie szczęścia turystycznego w kontekście samotności społecznej. Wnioski płynęły takie, że nadmierna lub kompulsywna aktywność telefoniczna podczas podróży turystycznej, zwłaszcza w momentach samotności czy izolacji, może hamować pełną satysfakcję z podróży.
Jeżeli już zatem ustaliliśmy, że wracamy z urlopu zmęczeni, a winny tego stanu rzeczy może być smartfon, to przejdźmy do części właściwej. Czy odłożenie smartfona lub ograniczenie czasu, jaki spędzamy z nim w ręce, rzeczywiście pomoże nam lepiej odpocząć?
Ograniczyłem korzystanie ze smartfona na urlopie. Oto moje wnioski
Na ostatni urlopie postanowiłem, że ograniczę korzystanie ze smartfona i ogólnie elektroniki do minimum. Oznaczało to koniec z kompulsywnym sprawdzaniem godziny i siedzenia z nosem w Reddicie. Miałem być tu i teraz i rozkoszować się wakacjami. Nawet usunąłem Slacka, by czasem nie zaskoczyło mnie jakieś powiadomienie, a w kwestii nawigacji polegałem po prostu na innych.
Początki były niezwykle trudne, ale telefon przez większość czasu rzeczywiście pozostawał w kieszeni. Czasem zrobiłem jaką fotkę, czy dołączałem do wspólnego szukania restauracji, ale podczas powrotu do lokum autobusem rzeczywiście pilnowałem się, by oglądać ulice za oknem, niż patrzeć w ekran. Tak samo po powrocie do Airbnb starałem się trzymać dyscyplinę i raczej sięgałem po książkę lub grałem w karty z rodziną, niż korzystałem z telefonu.
Brak regularnych zastrzyków dopaminy przełożył się na mój ogólny poziom energii. Po powrocie ze zwiedzania najczęściej musiałem zrobić sobie krótką drzemkę regeneracyjną przed angażowaniem się w resztę aktywności. Trochę była to wina dużej ilości ruchu, ale w większej mierze poczucia „ciężaru na umyśle”. Jednak po kilku dniach naprawdę poczułem się lepiej i „lżej”, co pozwalało mi na czerpanie większej przyjemności ze zwiedzania, spędzania czasu z rodziną, czy czytania książki.
Oczywiście może to wszystko być efektem placebo. Widzę scenariusz, w którym przekonałem swój umysł, że taki powinien być wynik mojego małego eksperymentu, więc taki rezultat dostałem. W żadnym razie nie traktuję tego jako rzetelne badanie, a raczej wskazówkę, że jeżeli chcę naprawdę odpocząć, to powinienem zacząć od elektroniki.
Grafika: depositphotos.com


