
Jak dotąd Rosja „promowała” swoją nową stację na orbicie, która ma przejąć schedę po mariażu z rozsądku m.in. z USA? Miała być autonomiczna, nowoczesna, narodowa, najlepsza, innowacyjna i „takie tam”. Miała uniezależnić rosyjską kosmonautykę od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i przywrócić jej sprawczość. Teraz okazuje się, że ta „nowa” stacja będzie tak rosyjska, jak tylko się da. W bardzo złym znaczeniu owej „rosyjskości”.
