
Rzadko zdarzają mi się takie książki muzyczne, które jakoś na długo zapadają w pamięć. Oczywiście, podobają mi się, dowiaduję się z nich rzeczy i korzystam, pisząc jakieś artykuły, ale często to też po prostu zbiór faktów i/lub mniej lub bardziej zabawnych anegdot, o którym zapominasz zaraz po tym, jak tylko przekartkujesz końcowe podziękowania. No, to „The Secret DJ. Między euforią a upadkiem” właśnie takie nie jest.
