
Przez lata ciągnęła się za nim łatka „spadkowicza”. Andrzej Lebiediew zaliczył trzy degradacje z rzędu, a widmo czwartej zajrzało mu w oczy w Gorzowie. Ostatecznie „klątwa” została przełamana, ale radość nie trwała długo. Łotysz, który chciał zostać w Stali, zderzył się z brutalną rzeczywistością rynku transferowego. Ujawnił, że klub zaczął wykonywać „dziwne ruchy”. Zawodnik nie zamierzał czekać na wyrok i sam zadbał o swoją przyszłość, wybierając ofertę odwiecznego rywala, Stelmetu Falubazu Zielona Góra.
