To najodważniejsze Pokemony od lat. Takie eksperymenty lubimy!

Pokemon Legends: Z-A to druga odsłona eksperymentalnej gry z kieszonkowymi stworkami, która przenosi nas do Lumiose City: miasta inspirowanego Paryżem, znanego z Pokemon X i Y. Tym razem Game Freak odważyło się na największą rewolucję w historii serii.

Historia i postacie: to nareszcie da się przeżyć

Pokemon Legends: Z-A jest bezpośrednią kontynuacją Pokemon X i Y, i na osi czasu została osadzona zaledwie pięć lat po wydarzeniach, które tam śledziliśmy. Gra odnosi się do głębokich elementów lore Kalos, powracających postaci, nawiązuje do fanowskich memów i teorii spiskowych. Główny wątek koncentruje się na tajemniczych Mega Ewolucjach – dzikich Pokemonów, które ewoluują wbrew swojej woli, zagrażając stabilności miasta. Postacie są wyjątkowo solidnie napisane, a historię śledzi się z przyjemnością. Na plus także pełne humoru i werwy dialogi, które umilają tę przygodę.

No ale to wciąż Pokemony. Nie spodziewajcie się tam dubbingu, pewne rzeczy się nie zmieniają i nie idą naprzód.

System walki – największa ewolucja serii

Największym atutem Pokemon Legends: Z-A jest bez wątpienia zaprojektowany od podstaw system walki. W przeciwieństwie do tradycyjnych, turowych, starć, gra wprowadza rozgrywkę w czasie rzeczywistym z systemem odnawialnych ataków, która przywodzi mi na myśl moją ukochaną serię Xenoblade Chronicles. Każdy atak posiada indywidualny czas odnowienia. Jednym zajmie to dłużej, innym krócej. Dlatego też warto zawczasu obmyślić strategię.

Co istotne: Game Freak zaprojektowało system na nowo, ale… przekładając klasyczne mechaniki na nową modłę. Protect i Detect działają teraz przez określony czas zamiast jednej tury, Spikes rozrzuca kolce po całej arenie, a pozycjonowanie Pokemon stało się kluczowe. Ataki z dystansu pozwalają zachować większe bezpieczeństwo, ale ceną którą przyjdzie nam za nie zapłacić jest więcej czasu potrzebnego na ich wykonanie. Trener bezpośrednio uczestniczy w walce, biega po polu bitwy razem ze swoimi stworkami, unikając ataków i wydając komendy.

Czytaj dalej poniżej

System naprawdę błyszczy podczas walk z Rogue Mega Pokemon – potężnymi, zbuntowanymi, stworzeniami będącymi odpowiednikiem szalonych Pokemon z Arceus. Te walki bossowe wymagają strategicznego używania Mega Ewolucji, unikania ataków obszarowych i zarządzania zdrowiem zarówno naszych stworków, jak i samego trenera. Nierzadko okazują się prawdziwym wyzwaniem.

Nie wszystko jednak samej grze błyszczy. Wild Zones są znacznie mniejsze niż w Arceusie. Brakowało mi także przedmiotów do łapania Pokemon (jak chociażby dymne bomby), przez co skradanie okazuje się mniej efektywnym. Mechanika łapania została za to uproszczona do bólu. Największym „ale” okazuje się dla mnie jednak problem z balansem przez nowy system walki. Taki Aegislash przez czasochłonne animacje zmiany formy jest właściwie bezużyteczny. Szkoda też, że Game Freak nie da nam ukończyć Pokedexu bez przymusowych wymian – to rzecz, za którą naprawdę lubiłem Arceusa.

Lumiose City: błyszczy, ale… trochę nuży?

Akcja Pokemon Legends: Z-A rozgrywa się wyłącznie w Lumiose City. To ogromna metropolia z kanałami, kawiarniami na każdym rogu i urzekającą Prism Tower w samym sercu. Miasto zostało znacznie rozbudowane w stosunku do wersji z 3DSa, oferując gęstą mapę pełną zakamarków, tajnych przejść i obszarów zamkniętych holograficznymi ścianami, w których mieszkają dzikie Pokemony.

Niestety… w Game Freak bez zmian. Wizualnie Lumiose pozostawia wiele do życzenia. Dzielnice miasta wyglądają praktycznie identycznie, a większość budynków posiada płaskie, szare, tekstury, które sprawiają wrażenie sterylności. Brakuje wizualnego zróżnicowania, efektem czego dzielnice arystokracji i zwykłych zjadaczy chleba wyglądają, z wyjątkiem pojedynczych budynków. Poza tym sama gra nie urzeka też wyglądem. Ja wiem, że to produkt powstały na dwie generacje – ale mimo że ogrywałem wersję z Nintendo Switch 2, to miałem wrażenie że to nic więcej niż nieco podciągnięty projekt z NS1.

Niewiarygodne: udało się zrobić działające Pokemony! Przynajmniej na Nintendo Switch 2…

Gra może wygląda jak z poprzedniej generacji, ale przynajmniej na Switchu 2 działa płynnie w 60 klatkach na sekundę – i to bez czkawek. Animacje prezentują się naprawdę dobrze, pozytywnie byłem też zaskoczony szybkim ładowaniem. Jest na tyle ekspresowe, że czasem człowiek nie zdąży się wczytać w porady wyświetlane na loadingach. To duże zaskoczenie, nie powiem, bo nie pamiętam już Pokemonów które działałyby tak dobrze i bezproblemowo. Fajnie że czasem coś się w Game Freak udaje – mam nadzieję, że to nie będzie jednorazowy strzał i o kolejnych grach będę mógł powiedzieć to samo.

Fajny eksperyment, ale…

Pokemon Legends: Z-A to ambitna próba zrewolucjonizowania serii, która… no nie jest do końca udana. Nowy system walki to największa innowacja Game Freak od lat. Co więcej: to naprawdę udana innowacja. Niektóre z pojedynków robią ogromne wrażenie i zapadają w pamięć na długo, a Lumiose City… no cóż: mimo tego że jest niedopracowane, to ma swój urok. Po kilkunastu godzinach jednak dopada zmęczenie materiału, a powtarzalność daje nam się we znaki. Jest dobrze, ale nie mogłem się pozbyć uczucia, że mogłoby być jeszcze lepiej. Niestety: nie tym razem. Mimo wszystko to jedne z najciekawszych Pokemonów od lat – i fajnie, że Game Freak nie bał się ryzyka. Gra może nie jest idealną, ale bez wątpienia jest jedną z tych, które zapamiętam na dłużej. A kto wie: może co lepsze pomysły trafią też do następnej „głównej” odsłony Poksów?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *