USA chcą zaszachować Chiny. Ceny elektroniki poszybują?

Przypychanka gospodarcza między Stanami Zjednoczonymi a Chinami trwa w najlepsze. Co rusz któraś ze stron dolewa oliwy do ognia. Tym razem to administracja Donalda Trumpa chce

Wojna gospodarcza między Stanami Zjednoczonymi a Chinami trwa w najlepsze. Co rusz jedni wymyślają kolejne restrykcje, zakazy i nakazy, a drudzy na nie odpowiadają. Spory dotychczas dotyczyły TikToka, kart Nvidii, metali ziem rzadkich i kilku innych produktów. Jednak teraz wszystko wskazuje na to, że Stany Zjednoczone szykują się do wprowadzenia jednych z najbardziej rozległych restrykcji handlowych w historii. Jak informuje agencja Reuters, Waszyngton rozważa objęcie nowymi kontrolami eksportowymi szerokiego zakresu produktów, które powstały przy użyciu amerykańskiego oprogramowania.

Dotyczy to także produktów, które niekoniecznie zostały fizycznie wyprodukowane w kraju. Jeśli plan wejdzie w życie, może całkowicie przeobrazić globalny łańcuch dostaw technologii i znacząco zaostrzyć napięcia między dwiema największymi gospodarkami świata.

Łańcuchy dostaw w tarapatach. Plan Trumpa może sparaliżować globalny rynek elektroniki

Jak podaje agencja, planowane ograniczenia mają być odpowiedzią na chińskie restrykcje dotyczące eksportu metali ziem rzadkich, surowców kluczowych dla przemysłu elektronicznego, energetycznego i zbrojeniowego, których złoża w lwiej części znajdują się w posiadaniu właśnie Państwa Środka. Dla Stanów Zjednoczonych to sygnał, że Pekin nie zamierza ustąpić w toczącej się od kilku lat „wojnie technologicznej”. Tym razem jednak USA chcą sięgnąć po zupełnie inne narzędzie presji: oprogramowanie, czyli element, od którego zależy praktycznie każda współczesna linia produkcyjna.

Planowane przepisy miałyby rozszerzyć dotychczasowe ramy kontroli eksportu tak, by obejmowały wszystkie towary powstałe z wykorzystaniem amerykańskiego kodu. W praktyce oznaczałoby to, że zarówno laptop wyprodukowany w Tajlandii, jak i silnik lotniczy z Niemiec mogłyby podlegać ograniczeniom, jeśli w ich projektowaniu lub zarządzaniu wykorzystano oprogramowanie opracowane w Stanach Zjednoczonych.

Czytaj dalej poniżej

To radykalne podejście sygnalizuje, że Waszyngton zaczyna traktować software jako strategiczną broń gospodarczą. Do tej pory największy nacisk kładziono na ograniczenia w eksporcie sprzętu, jak półprzewodniki czy maszyny litograficzne. Teraz centrum uwagi przenosi się na oprogramowanie i narzędzia projektowe, które stanowią fundament globalnego przemysłu elektronicznego.

USA mają karty i chcą zagrać asem

Według Neila Shaha z Counterpoint Research, większość kluczowych narzędzi projektowych, systemów operacyjnych i środowisk programistycznych pochodzi z USA. To sprawia, że światowa gospodarka jest w ogromnym stopniu uzależniona od amerykańskiego know-how. Tworzenie alternatywnych rozwiązań od zera byłoby niezwykle kosztowne i czasochłonne, a w niektórych przypadkach wręcz nierealne.

Eksperci ostrzegają, że wprowadzenie nowych przepisów mogłoby doprowadzić do poważnych perturbacji w globalnych łańcuchach dostaw – zwłaszcza w sektorach zaawansowanych technologii, lotnictwa i motoryzacji, ale też wśród urządzeń codziennego użytku, jak smartfony, tablety, lodówki, pralki i wiele innych. Firmy musiałyby udowodnić, że żaden etap ich produkcji nie bazuje na amerykańskim oprogramowaniu, co w teorii jest trudne do zorganizowania, a w praktyce jest niemal niewykonalne. W rezultacie wiele produktów mogłoby utknąć w regulacyjnym limbo, a handel zostałby sparaliżowany.

Nowe pomysły amerykańskich regulatorów pojawiają się w momencie, gdy branża półprzewodników już zmaga się z poważnymi trudnościami. Choć administracja USA formalnie zezwoliła NVIDII na eksport chipów H20 do Chin, realna sprzedaż wciąż stoi w miejscu z powodu rekordowych opóźnień w wydawaniu licencji eksportowych.

Tymczasem Chiny nie pozostają bierne. Jak donosi Wall Street Journal, tamtejsze firmy technologiczne opracowały metody pozwalające legalnie omijać amerykańskie embargo na chipy AI. Zamiast importować sprzęt, przedsiębiorstwa wysyłają za granicę ogromne ilości danych i wynajmują serwery oparte na amerykańskich procesorach w krajach takich jak Malezja czy Singapur. Tam trenują swoje modele sztucznej inteligencji, po czym gotowe rozwiązania sprowadzają z powrotem do kraju. Tylko pojawia się pytanie, czy równie sprawnie będą w stanie obejść nowe restrykcje?

Grafika: depositphotos.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *