
Wśród nowości Netflixa można właśnie znaleźć szwedzki serial kryminalny „Krwawa ofiara„. Tytuł z miejsca stał się numerem jeden na platformie. My już go widzieliśmy, a swoimi wrażeniami po seansie dzieli się dla nas Dawid Myśliwiec.
Fragmenty jego recenzji można przeczytać poniżej, a cała jest już dostępna na karcie serialu „Krwawa ofiara” POD LINKIEM TUTAJ.
Recenzja serialu „Krwawa ofiara” | Netflix
112 to numer bestii
autor: Dawid Myśliwiec
Skandynawski serial kryminalny to od dawna stała pozycja w menu Netflixa. Z odcinkowymi kryminałami ze Szwecji czy Norwegii jest jak z aferami w polityce – co chwilę pojawia się coś nowego. Kilka dni temu na platformie z czerwonym N pojawiła się szwedzka „Krwawa ofiara„, która potrzebowała zaledwie kilkudziesięciu godzin, by stać się numerem jeden Netflixa w 16 krajach. Czy zasłużenie? – pyta autor recenzji.
I pisze dalej:
Osią fabularną jest śledztwo prowadzone przez detektywa Thomasa Berga (Jakob Oftebro), syna niegdysiejszego szefa policji, dziś izolującego się od świata Alfreda (Peter Andersson). Usiłując złapać seryjnego mordercę, który na swe ofiary upatrzył sobie lokalnych policjantów odpowiadających na wezwania z numeru 112, musi połączyć siły z wyobcowanym ojcem, który ewidentnie nie stracił detektywistycznej intuicji. I na dynamice tej relacji oparta jest „Krwawa ofiara” – panowie co i rusz skaczą sobie do oczu, a jedyne, co zdaje się ich łączyć to więzy krwi i pragnienie złapania zwyrodnialca mordującego ich kolegów.
W recenzji przeczytacie też:
„Krwawa ofiara” to produkcja nierówna, ale wciąż wyróżniająca się nieszablonowym podejściem do tematu.
Co ostatecznie o serialu Netflixa sądzi nasz recenzent?
Całą recenzję serialu znajdziecie POD LINKIEM TUTAJ.
