
Cztery tygodnie temu Maja Chwalińska czekała w Rzymie, czy zwolni się może jakieś miejsce w drabince… kwalifikacji do WTA 1000. A była pierwszą oczekującą. Nie zwolniło się, musiała ruszyć na mały turniej ITF we Francji, by szukać punktów mogących dać jej miejsce w Wimbledonie. Dziś, po siedmiu spotkaniach w Paryżu, takich problemów już nie ma. W rankingu WTA za tydzień będzie w TOP 50, rozdzieli trzy rodaczki, które zawsze były wysoko nad nią. A być może stanie się w nim drugą Polką, jeśli wygra z Anną Kalinską. A to wcale nie koniec.
