„Hellraiser” w formie FPS-a Zagrałem i jestem znacznie bardziej ciekawy

Nie będę udawał, że „Hellraiser: Revival” znajdował się wysoko na mojej liście najbardziej wyczekiwanych gier. W zasadzie przed targami nie miałem wobec niego większych oczekiwań. Adaptacja klasycznego horroru przeniesiona do formuły pierwszoosobowej gry akcji brzmiała interesująco, ale też jak pomysł, który bardzo łatwo może pójść w złą stronę. Tymczasem wystarczyło około 15 minut z przygotowanym na targi buildem, żeby produkcja Saber rozbudziła moją ciekawość. Głównie dlatego, że dawno nie grałem w coś aż tak brutalnego, psychodelicznego i bezwstydnie przeznaczonego wyłącznie dla dorosłych.

Trudno powiedzieć, o czym właściwie jest ta historia

Udostępniony fragment nie pochodził z początku gry. Twórcy wrzucili mnie mniej więcej w połowę historii, a sam build przeskakiwał między wybranymi późniejszymi fragmentami, żeby w kilkanaście minut pokazać możliwie dużo atrakcji. To dość standardowa praktyka w przypadku targowych wersji demonstracyjnych, ale tutaj ma jedną istotną wadę: trudno na tej podstawie ocenić samą fabułę.

Wiem, że główny bohater mierzy się z jakąś traumą, widziałem nawiązania do Cenobitów, ale dostałem jedynie skrawki większej historii. Nie wiem nawet, kim właściwie jest sterowana przeze mnie postać. Tym bardziej nie pokuszę się jeszcze o ocenę, na ile wierną adaptacją „Hellraisera” okaże się „Revival” i co dokładnie twórcy chcą zrobić z tym uniwersum.

Znacznie łatwiej powiedzieć coś o atmosferze, bo tutaj gra nie potrzebuje wiele czasu, żeby wyłożyć karty na stół.

Hellraiser: Revival” jest wyjątkowo krwawy, psychodeliczny i przepełniony seksualnością. Momentami wręcz się z niej wylewa. Nie piszę tego jako zarzutu – w przypadku adaptacji „Hellraisera” byłoby wręcz dziwne, gdyby twórcy próbowali te elementy ugrzecznić. To produkcja zdecydowanie kierowana do pełnoletniego odbiorcy i podczas prezentacji twórcy nie pozostawiali co do tego żadnych wątpliwości.

Shotgun w jednej ręce, piekielne moce w drugiej

Najważniejsze jest jednak to, że za całą krwią i makabrą kryje się całkiem przyjemna strzelanka. W udostępnionym buildzie mogłem korzystać z pistoletu, karabinu maszynowego i shotguna. Amunicję możemy wytwarzać, podobnie jak apteczki pozwalające szybko odzyskać zdrowie. Te ostatnie przydawały się całkiem często, bo przeciwnicy potrafili szybko uszczuplić pasek życia. Twórcy tłumaczyli, że wynikało to między innymi z faktu, że prezentowany fragment pochodził z późniejszego etapu gry.

Na szczęście samo strzelanie jest tylko jedną z dostępnych możliwości. Bohater potrafi wykonywać uniki, a zdecydowanie ciekawiej robi się, gdy do zabawy wchodzą nadnaturalne zdolności związane z trzymanym przez niego sześcianem.

Pozwalają one manipulować elementami otoczenia i wykorzystywać je ofensywnie. Mogłem chociażby posługiwać się ogniem czy ciskać w przeciwników różnego rodzaju odłamkami. W połączeniu z klasycznym arsenałem daje to całkiem sporo sposobów na radzenie sobie z przeciwnikami. Jeśli kolejne umiejętności będą dochodziły wraz z postępami w grze, jest tutaj potencjał na system walki, który nie ograniczy się do biegania z shotgunem od jednego potwora do następnego.

Co ważne, „Hellraiser: Revival” próbuje również regularnie odrywać nas od strzelania.

Nie tylko strzelanie

W prezentowanym fragmencie znalazło się miejsce na zagadki środowiskowe. Nie chcę zdradzać ich rozwiązania, ale jeden przykład dobrze pokazuje kierunek obrany przez twórców. Trafiamy do pomieszczenia, w którym możemy manipulować jego konstrukcją – ścianami, podłogą i sufitem – aby utorować sobie dalszą drogę.

To stosunkowo prosta rzecz, ale cieszy mnie już sama obecność podobnych przerywników. Przy grze operującej tak intensywnymi obrazami kilkanaście godzin ciągłego rozrywania przeciwników na kawałki mogłoby szybko spowszednieć. Zagadki mogą dać potrzebną chwilę oddechu, a przy okazji dobrze współgrają z psychodeliczną naturą świata „Hellraisera„.

I właśnie tego jestem po prezentacji najbardziej ciekawy. Nie tego, ile rodzajów broni dostaniemy albo jak brutalne będą kolejne egzekucje, lecz czy twórcom uda się utrzymać odpowiednią równowagę między horrorem, strzelaniem, eksploracją i bardziej surrealistycznymi fragmentami.
Nie czekałem. Teraz już trochę czekam

15 minut to zdecydowanie za mało, żeby wydawać wyrok. Szczególnie kiedy zamiast początku gry dostajemy zestaw wybranych atrakcji z późniejszych etapów. Nie wiem jeszcze, czy historia będzie interesująca, jak dużą rolę odegrają Cenobici ani czy wszystkie pokazane mechaniki stworzą później spójną całość.

Wiem natomiast, że „Hellraiser: Revival” zrobił coś, czego kompletnie się nie spodziewałem: sprawił, że chcę zobaczyć więcej.

Przed prezentacją nie miałem wobec tej gry praktycznie żadnych oczekiwań. Po niej jestem ciekawy, jak daleko twórcy zamierzają posunąć się z brutalnością i psychodelicznym klimatem oraz czy przyjemny pierwszy kontakt z systemem walki wytrzyma próbę pełnej wersji. Dawno nie grałem w produkcję, która tak otwarcie mówi: to nie jest gra dla każdego.

I bardzo dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *