„Wiedźmin 3” wraca po latach. Widziałem 40 minut „Pieśni Przeszłości” i chcę więcej

Trudno uwierzyć, że od premiery „Wiedźmina 3: Dzikiego Gonu” minęło już ponad 11 lat. Jeszcze trudniej, że po takim czasie Geralt naprawdę dostanie kolejną dużą przygodę. „Songs of the Past” nie jest remasterem ani drobnym dodatkiem przygotowanym z okazji kolejnej rocznicy. To zupełnie nowa historia, nad którą CD Projekt RED pracuje wspólnie z polskim Fool’s Theory. Na Gamescomie miałem okazję zobaczyć ponad 40 minut rozgrywki, obejmujących początek dodatku. I przed pokazem byłem po prostu ciekawy. Po nim chciałbym już tylko dostać tę grę w swoje ręce. Nie znaczy to jednak, że przez te 40 minut udało mi się zapomnieć, ile lat ma „Wiedźmin 3”. Wręcz przeciwnie.

Jedenastoletniego silnika nie da się całkowicie oszukać

Najbardziej rzuciły mi się w oczy twarze. Animacje i mimika postaci zwyczajnie odstają od tego, do czego przyzwyczaiły nas współczesne gry. Twórcy mogą poprawić oświetlenie, wykorzystać ray tracing, zmienić zachowanie NPC-ów czy przebudować mechanikę walki, ale pewnych ograniczeń technologii, na której powstał „Wiedźmin 3„, nie da się tak łatwo zamaskować.

I rzeczywiście – kiedy kamera zbliża się do rozmawiających bohaterów, wiek gry daje o sobie znać. Nie traktuję tego jednak jako wielkiego zarzutu. Bardziej jako cenę, którą trzeba zapłacić za powrót do gry mającej na karku ponad dekadę.

Tym bardziej że chwilę później wystarczy wyjść w świat i sytuacja zmienia się diametralnie.
 
Nowy region wygląda przepięknie. Świetną robotę robi przede wszystkim oświetlenie, dzięki któremu miejscami naprawdę trudno uwierzyć, że patrzymy na grę z 2015 roku. Jeszcze większe wrażenie zrobiło jednak na mnie to, co dzieje się na drugim planie.

NPC w „Pieśniach przeszłości” mają znacznie bardziej rozbudowane zachowania. Podczas prezentacji widziałem chociażby mieszkańca zajmującego się polem, ale twórcy zapowiadają znacznie więcej podobnych sytuacji. Postacie mają wykonywać różne czynności zależnie od pory dnia, pracować przy grządkach, podróżować konno czy wypływać łodzią na jezioro. Mogą nawet zareagować na Geralta i mu pomachać.

Brzmi jak detal, ale właśnie takich detali potrzebował świat „Wiedźmina 3„. Nie chodzi przecież o to, żeby każdy NPC miał własną rozbudowaną historię. Wystarczy stworzyć wrażenie, że mieszkańcy tego świata mają coś do roboty również wtedy, kiedy Geralt akurat nie potrzebuje od nich questa. Po tym, co zobaczyłem podczas prezentacji, właśnie tutaj widzę jedną z największych zmian względem podstawowej wersji gry.

 

W końcu walka, na jaką czekałem?

Drugim dużym usprawnieniem jest system walki. Ten miałem już okazję sprawdzić osobiście przy okazji wersji Remastered na Switcha 2 i moje odczucia po prezentacji dodatku się nie zmieniły: jest szybciej, płynniej i po prostu przyjemniej.

To dla mnie szczególnie ważna zmiana, bo walka nigdy nie należała do moich ulubionych elementów „Wiedźmina 3„. Nawet w momencie premiery potrafiła być sztywna, a po latach jej niedoskonałości stały się jeszcze bardziej widoczne. Nowa wersja jest bardziej dynamiczna, a arsenał Geralta został dodatkowo rozszerzony. W akcji zobaczyliśmy między innymi wykorzystanie łańcucha pokazanego już wcześniej przy okazji zapowiedzi dodatku.
 
Na tym zmiany się nie kończą. Pojawi się również całkowicie nowe drzewko umiejętności, więc nie mówimy wyłącznie o dopisaniu kolejnego rozdziału do znanej gry. Fool’s Theory i CD Projekt RED ewidentnie wykorzystują powrót Geralta jako okazję do poprawienia rzeczy, które przez ostatnią dekadę zdążyły się zestarzeć.

O samej historii na razie nie chcę zdradzać zbyt wiele – również dlatego, że widziałem tylko jej początek. Punktem wyjścia jest poszukiwanie Jaskra i już pierwsze kilkadziesiąt minut sugeruje, że nie będzie to jedynie pretekst do oprowadzenia nas po nowym regionie. Historia zdążyła mnie zainteresować, ale na tym etapie zdecydowanie bardziej imponuje mi skala zmian wprowadzonych do samej gry.

Zobacz zwiastun „Wiedźmin 3: Pieśni przeszłości”

 

Teraz czekam zdecydowanie bardziej

Przed prezentacją „Pieśni przeszłości” byłem zainteresowany. W końcu trudno nie być zainteresowanym nową przygodą Geralta po tylu latach. Nie miałem jednak poczucia, że jest to gra, na którą muszę czekać z wypiekami na twarzy. Po 40 minutach sytuacja wygląda inaczej.

Oczywiście „Wiedźmin 3” nie stanie się nagle grą z 2026 czy 2027 roku. Mimika postaci przypomina o wieku technologii i podejrzewam, że podobnych elementów znajdziemy więcej. Jednocześnie rzeczy, które twórcy faktycznie mogli poprawić, wyglądają bardzo obiecująco. Piękniejszy świat, bardziej wiarygodni mieszkańcy, znacznie przyjemniejsza walka, nowe drzewko umiejętności i zupełnie nowa historia sprawiają, że nie wygląda to jak próba odcinania kuponów od jednej z najważniejszych gier ostatniej dekady.

Najlepiej moje odczucia oddaje chyba zmiana nastawienia podczas samego Gamescomu. Na pokaz szedłem z myślą: „okej, zobaczmy, co przygotowali”. Wychodziłem z niego z jednym pytaniem: naprawdę musimy czekać do przyszłego roku?

Bo jeśli reszta „Pieśni przeszłości” utrzyma poziom tych pierwszych 40 minut, Geralt może zaliczyć znacznie lepszy powrót, niż się spodziewałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *