
W nowym serialu Netfliksa 292 samurajów weźmie udział w morderczym turnieju. Na placu boju może pozostać tylko jeden.
Ostatni sezon Squid Game zderzył się z bardzo chłodnym przyjęciem i nawet najwięksi fani serii są zgodni, że finał popkulturowego fenomenu był po prostu rozczarowujący. Netflix wierzy jednak w potencjał koncepcji, która zapewniła Squid Game tak ogromną popularność. Zamierza zabójczy turniej przenieść do innej epoki, a konkretniej do końcówki XIX wieku. Spłukanych Koreańczyków zastąpią niespełna trzy setki wojowników.
Punkt za życie – Bitwa samurajów na oficjalnym zwiastunie
Battle royale ma coś w sobie – najpierw motyw, w którym wielu zawodników walczy ze sobą na jednej mapie, aż przy życiu pozostanie tylko jeden zwycięzca, był eksploatowany przez kino i gry, a teraz podbija seriale. Squid Game pokazało, że taka forma fantastycznie nadaje się do budowania napięcia, a teraz Bitwa samurajów spróbuje powtórzyć ten sukces. Fakt, tytuł może do najbardziej górnolotnych nie należy, ale za to dobrze oddaje sens nowej produkcji Netfliksa – będzie to wszakże bitwa samurajów i to całkiem pokaźna, bo liczba wojowników sięga 292.
Uczestnicy morderczej gry nie pisali się na takie szaleństwo – zostali zwabieni podstępem, podobnie jak gracze Squid Game. W Bitwie samurajów też chodzi o pieniądze, ale zasady samej „zabawy” są zgoła odmienne. Jeden punkt za jedno życie. Każdy z zawodników posiada drewnianą tabliczkę, a ten, który skompletuje ich najwięcej, może udać się do Tokio po nagrodę.
Inspiracją do stworzenia serialu była seria książek Ikusagami autorstwa Imamury Shogo. W obsadzie zobaczymy między innymi Hiroshiego Abe, a za sterami produkcji stanął Fujii Michihito w roli reżysera. Premiera Bitwy samurajów na Netflix już 13 listopada.


