
Robert Lewandowski w nocy z środy na czwartek polskiego czasu zadebiutował w barwach Chicago Fire. Nasz rodak nie dość, że nie wpisał się na listę strzelców, to na dodatek wraz z kolegami opuścił Florydę bez choćby jednego punktu. Od razu po ostatnim gwizdku znalazł się on pod lupą amerykańskich dziennikarzy, którzy podobnie jak kibice z kraju nad Wisłą, z niecierpliwością czekali na pierwszą potyczkę napastnika za oceanem.
