
Podróżując po USA często można odnieść wrażenie, że zmieniając stan, zmienia się kraj. Ale wewnątrz jednego ze stanów – bez przekraczania jego granic – można wylądować w innym świecie. Takim, w którym nikogo nie obchodzi mundial. Takim, w którym nawet się nie wie, że on się odbywa. W takim, który jest rzut beretem od jednej z aren mistrzostw świata.
