
Tuż przed zawodami na stadionem przeszła ulewa. W pół godziny niecka Olimpijskiego we Wrocławiu zamieniła się w basen. Boksy zawodników też były kompletnie zalane. Zawody ruszyły z 168-minutowym opóźnieniem. Warto było jednak czekać, choćby po to, żeby zobaczyć finał z Bartoszem Zmarzlikiem. Polak przemknął obok Kurtza, wygrał i odzyskał złoty plastron lidera. A już mówiono, że nie potrafi wygrać z Kurtzem w finale.
