Ben Affleck przekonuje, że klęska „Diggera” nie jest dobrą wiadomością dla kina

Mimo kiepskiego wyniku finansowego, „Digger” pozostaje najchętniej dyskutowanym przez kinomanów filmem ostatniego czasu. Skrajnie spolaryzowane opinie napędzają niesłabnącą dyskusję, a oceny 1/10 pojawiają się tuż obok zachwyconych filmem „10-tek”. W tak ustawionej debacie ciekawie wybija się głos Bena Afflecka. Amerykański aktor i reżyser krytykuje bowiem negatywne, jadowite oceny wystawiane „Diggerowi„. Wskazuje zarazem, że mieszanie go z błotem przyczyni się do powielania bezpiecznych, tworzonych od linijki produkcji kosztem dzieł bardziej ambitnych i ryzykownych.

Ben Affleck broni „Diggera”. Co mówi?

Rozmowa na temat „Diggera” z Benem Affleckiem odbyła się na łączach niedawnego odcinka podcastu „Happy Sad Confused”. Aktor argumentował tam, że słaby wynik finansowy „Diggera” nie jest dobrą informacją dla amerykańskiego kina. Świętowanie klapy filmu przez niechętnych wobec niego widzów Affleck rozpatruje natomiast jako działanie jednoznacznie szkodliwe, które może przyczynić się do ostrożniejszego podejścia do finansowania ryzykownych projektów ze strony wielkich studiów.

To trochę przypomina szkolne znęcanie się nad słabszymi, i to ze strony ludzi, którzy nawet tych filmów nie widzieli. Szczerze mówiąc, dokładnie to dzieje się teraz z „Diggerem„. Wszyscy chcą świętować tę klapę, jakby to było najbardziej ekscytujące wydarzenie na świecie, a przecież mówimy o całkiem ambitnym, ciekawym filmie stworzonym przez utalentowanych i nietuzinkowych ludzi – mówił Affleck, po czym dodał:

Wszyscy tylko liczą pieniądze, ile to straciło i tak dalej. Dla mnie sprawa jest prosta: jeśli karze się filmy, które podejmują ryzyko, to zgadnijcie, co dostaniemy w zamian? Masę gów****ych, wygładzonych pod szablon produkcji. Nie da się stworzyć czegoś interesującego bez odważnego podejścia, a to oznacza, że czasem można po prostu zaliczyć wpadkę.

Na internetowych łamach Filmwebu o „Diggerze” pisał krytyk filmowy Marcin Stachowicz. Autor podzielał w recenzji przekonanie odbijające się w słowach Afflecka, jednocześnie zauważając, że sama ambicja i odwaga nie czynią z miejsca udanego filmu. W swoim tekście pisał: Oto cała filozofia Iñárritu w przerysowanym skrócie — poruszyć machinę imponującego widowiska, takiego na sto milionów fajerek, tylko po to, żeby w finale zapłonęła jedna zapałka. Albo jeszcze lepiej: żeby wszyscy zobaczyli, jak odpalamy sto milionów fajerek gargantuicznego widowiska. Nie powiem, takie podejście budzi moją sympatię. Fajnie, że istnieją jeszcze twórcy przepalający ogromne hollywoodzkie budżety na barokowe zabawki, które kręcą się wokół własnej osi. I to jeszcze w czasach, kiedy wszystko musi być rozliczone, zoptymalizowane i dochodowe. Żeby jednak coś z tego wyszło, trzeba mieć nie tylko tupet, ale też luz, a Iñárritu jest tą robotą strasznie spięty. 

Pełną recenzję filmu „Digger” przeczytacie, klikając TUTAJ.

„Digger” – rozmawiamy o filmie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *