Zarzuty, które posłużyły do aresztowania dziennikarza oparto o poszlaki, a nie dowody. Nie zbadano kluczowych metadanych maila z pogróżkami, bo „był długi weekend”. Broń, którą miał posiadać, dostał kilka godzin wcześniej od poznanego w sieci „instruktora strzelectwa” po tym, jak został napadnięty przez nieznanego mężczyznę.
