
Wojciech Szczęsny stał się obiektem drwin ze strony internautów po tym, jak na uroczystej kolacji FC Barcelona pojawił się w towarzystwie Mariny Łuczenko-Szczęsnej w… „przypalonej” koszuli. Śladu po żelazku na klatce piersiowej piłkarza nie dało się nie zauważyć, a kibice śmiali się z domowej „wpadki” golkipera. Jak się jednak okazuje, koszula ta wcale nie była „wypadkiem przy pracy”, a przemyślanym zabiegiem, za który nasz bramkarz zapłacił niemałe pieniądze.
