
W Londynie do półmetka zbliża się powoli Wimbledon, więc o wielkoszlemowych zmaganiach w Nowym Jorku myśli jeszcze niewielu. Ale w tym drugim gronie jest Maks Kaśnikowski, który jest coraz bliżej powrotu na zaplecze tenisowej elity, czyli w okolice przełomu drugiej i trzeciej setki w rankingu ATP. W piątek grał o półfinał challengera 75 w Braszowie – w zaledwie 72 minuty uporał się z Francuzem Saschą Gueymardem Wayenburgiem, wygrał 64: 6:2. O finał zagra z turniejową „2”. Wiemy już, co musi się stać, by praktycznie zapewnił sobie bilet do Nowego Jorku.
