
Zbliża się premiera „The Blood of Dawnwalker” – nowej gry twórców „Wiedźmina„, w której będziecie mogli wcielić się w wampira Coena. Michał Walkiewicz już ją ograł i dzieli się swoimi wrażeniami w recenzji.
Recenzja gry „The Blood of Dawnwalker”
Przed premierą „The Blood of Dawnwalker” w sieci roiło się od porównań gry do „Wiedźmina III: Dzikiego Gonu„. Nic dziwnego, skoro za produkcję odpowiada studio złożone w dużej mierze z byłych pracowników CD Projekt RED, z reżyserem Konradem Tomaszkiewiczem na czele. Nęciło mnie ćwiczenie intelektualne, by ani razu nie wspomnieć o Geralcie z Rivii, ale jak widzicie – poległem w przedbiegach – pisze w swojej recenzji Michał Walkiewicz.
Czy porównania do „Wiedźmina” były zasadne? Autor odpowiada:
„Wiedźmina„, istotnie, widać tu wszędzie: w klimacie późnego średniowiecza przefiltrowanym przez impresjonizm oraz malarstwo romantyzmu; w ekspresyjnych twarzach postaci, ich potoczystym języku oraz dyskretnym rozgryzaniu specyfiki kulturowego tygla; wreszcie – w specyficznym „flow” rozgrywki, w której eksploracja, walka oraz elementy fabularne odmierzone są z aptekarską precyzją.
Autor chwali grę od strony technicznej:
Ludzkie, wampirze, i „magiczne” umiejętności bywają całkiem pomysłowe (jak podgotowywanie krwi pechowca, który podniósł na nas miecz) i zostały elegancko upchnięte w trzech drzewkach rozwoju. Mają też dedykowane „waluty”, czyli tradycyjne punkty doświadczenia, albo poziomy „ukrwienia”, podnoszone dzięki regularnemu spijaniu krwi z otwartych tętnic. Cały system jest na tyle elastyczny, by zachęcać do eksperymentowania. I zarazem na tyle konserwatywny, by promować głównie ładowanie punktów w siłę oraz częstotliwość ataków krytycznych.
Ale w tej beczce miodu jest i łyżka dziegciu:
Tym większa szkoda, że wszystkie te mechaniki oraz fantastycznie pomyślane bajery walczą o naszą uwagę z dziesiątkami mniejszych lub większych błędów, a także – w niektórych sferach rozgrywki – z generalną koncepcyjną fuszerką.
Walkiewicz przyznaje:
Mam spory problem z oceną „The Blood of Dawnwalker„. Pod względem technicznym nie jest wzór z Sèvres. Gra wygląda efektownie, co pozostaje zasługą kapitalnej plastycznej koncepcji, ale cóż – nie ma komu wznosić tu pieśni. Jest też pełna przyjemnych w użyciu oraz ambitnych mechanik, które momentami uginają się pod ciężarem błędów i kiepskiej implementacji. Zaś jako przegląd ugruntowanych w popkulturze wampirycznych tropów wytrzymuje porównania z klasyką – także tą literacką.
Całą recenzję Michała Walkiewicza znajdziecie TUTAJ.
The Blood of Dawnwalker” – zwiastun
Plakat gry The Blood of Dawnwalker3
Grasz jako Coen, młody mężczyzna, który stał się Dawnwalkerem, istotą balansującą na granicy świata dnia i krainy nocy – jako nie w pełni człowiek, nie całkowicie wampir. Masz 30 dni i nocy, by uratować swoją rodzinę lub dokonać zemsty na swoim suwerenie, niszcząc wszystkich, którzy staną ci na drodze.
