
Jeremy Strong należy do osób najbardziej oddanych aktorstwu metodycznemu. W mediach wielokrotnie pojawiały się doniesienia na temat tego, na jakie poświęcenia jest gotowy dla roli. Część jego kolegów po fachu krytycznie podchodzi do jego aktorskiej filozofii. Co on o tym sądzi? Na to pytanie odpowiedział w rozmowie z Davidem Remnickiem.
Wszystko w służbie materiału
Jeremy Strong w wywiadzie przyznaje, że jego podejście może być ekstremalne i nie zawsze jest podzielane przez innych, jednak podkreśla, że nie ma im tego za złe i po prostu skupia się na tym, by jak najlepiej oddać materiał, z którym pracuje.
Jego zachowanie na planie budzi jednak czasem dyskomfort innych osób. Strong zdaje sobie z tego sprawę, ale twierdzi: Nigdy nie jest moim zamiarem ingerowanie w czyjekolwiek doświadczenia ani w sposób, w jaki ktoś inny pracuje. Po pierwsze, nie szkodzić – prawda.
Zaraz jednak dodaje, że nie czuje potrzeby przepraszania za to, że poważnie podchodzi do swojej pracy i jest całkowicie oddany tekstowi:
Jeśli więc niektórzy uważają, że traktuję to zbyt poważnie albo że w jakiś sposób zmieniam atmosferę w pomieszczeniu, sprawiając, że coś staje się niezręczne, to chyba nie czuję, że muszę za to przepraszać. Wierzę bowiem – i myślę, że wszyscy reżyserzy, z którymi pracuję, również w to wierzą – że służy to materiałowi. Osobiście uważam też, że wiele reakcji na to ma charakter osobisty.
Jeremy Strong znany jest z tego, że po przyjęciu roli dogłębnie bada swoją postać, co czasami prowadzi do zmian w samym filmie. Podczas zdjęć aktor nigdy nie wychodzi z roli. Niedawno pisaliśmy o tym, że w czasie prac nad serialem „The Boys From Brazil„, w którym wcielał się w łowcę nazistów polskiego pochodzenia, mówił z polskim akcentem nie tylko podczas kręcenia scen, ale także w przerwach, w rozmowach ze znajomymi czy udzielając wywiadu.
Stronga za chwilę zobaczymy jako twórcę Facebooka, Marka Zuckerberga.
