
Rodzinne wojny o władzę, bezwzględne intrygi i bohaterowie, którym za nic nie można zaufać — brzmi jak przepis na hitowy serial? Fani „Sukcesji” wiedzą, że walka o wpływy bywa krwawa. A gdyby przenieść ten motyw do piekła i doprawić czarnym humorem Jakuba Ćwieka
Tak właśnie zapowiada się „Diabelska sukcesja” – nowy cykl jednego z najpopularniejszych polskich autorów fantasy.
Serię otwiera powieść „To po diable”, w której poznajemy Svietlanę Bringer. Ślub jej najlepszego przyjaciela miał być wyjątkowym dniem, jednak ceremonia błyskawicznie zamienia się w walkę o przetrwanie, gdy na pannie młodej… a właściwie na druhnie, postanawia skupić uwagę przyzwany demon. Tak rozpoczyna się historia pełna piekielnych układów, rodzinnych tajemnic i bezwzględnej walki o wpływy, która sięga znacznie głębiej, niż mogłoby się wydawać.
Drugi tom, „Taki diabeł straszny”, przeskakuje o osiem miesięcy do przodu. Svietlana budzi się w samym środku egzorcyzmu odprawianego… na niej samej. Nie pamięta niczego z minionego czasu — choć podobno zdążyła stoczyć parę bitew, omal nie została boginią nowej religii dla diabłów i rozpłynęła się w powietrzu. Teraz musi jak najszybciej odzyskać wspomnienia, zanim dopadną ją fanatycy, potwory i tajemniczy inkwizytor.
Ćwiek od lat udowadnia, że doskonale operuje motywami czerpanymi z mitologii, religii oraz popkultury. W „Diabelskiej sukcesji” mistrzowsko miesza urban fantasy z horrorem, sensacją i komedią. Tworzy opowieść o piekielnych rodach, starciu o władzę i bohaterach, którzy równie chętnie sięgają po cięte riposty, co po nadprzyrodzone moce.
Jeśli serialowa „Sukcesja” pokazała, jak bezwzględne potrafią być wojny w wielkich korporacjach, to „Diabelska sukcesja” stawia pytanie: co się stanie, gdy stawką okaże się… sam tron piekła
