
W ubiegłym roku wrzesień w polskich kinach upłynął pod znakiem dwóch ogromnych przebojów, które nie mogły się bardziej od siebie różnić. Z jednej strony horror „Obecność 4: Ostatnie namaszczenie” odnotował najlepszy w historii wynik wśród filmów grozy, z kolei rodzima komedia „Teściowie 3” osiągnęła znacznie lepszy wynik niż dwie poprzednie części serii, gromadząc w sumie ponad 1,5 mln widzów. W tym roku dwiema najchętniej oglądanymi premierami września znów były horror i polska komedia: „Resident Evil” oraz „100 dni: Misja Zeus„. Jednak w obu przypadkach odnotowane wyniki okazały się znacznie skromniejsze.
Wydaje się, że wrzesień był dla polskich kin okresem wyciszenia po kilku tygodniach dominacji dwóch hollywoodzkich megahitów. „Odyseja” oraz „Spider-Man: Całkiem nowy dzień” były głównymi atrakcjami lipca i sierpnia, ale także po wakacjach każdy z nich przyciągnął jeszcze około 200 tys. widzów. Widowisko w reżyserii Christophera Nolana awansowało na początku września na drugie miejsce najchętniej oglądanych tegorocznych premier, a wraz z początkiem października – jak poinformował dystrybutor – przekroczyło próg 1,8 mln widzów. Tymczasem najnowsze przygody Człowieka-Pająka stały się pierwszą ekranizacją komiksu, na którą sprzedano w polskich kinach ponad 2,5 mln biletów. Na tle tych osiągnięć rezultaty najpopularniejszych nowości minionego miesiąca wypadają blado.
Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że zdecydowanie najchętniej oglądaną premierą września będzie polska komedia młodzieżowa „100 dni: Misja Zeus„. O ile „100 dni do matury” stało się na początku 2025 roku niespodziwanie dużym przebojem, gromadząc w sumie milion widzów, o tyle jego kontynuacja jest teraz jednym z największych tegorocznych rozczarowań. W ciągu pierwszych trzech tygodni wyświetlania zobaczyło ją tylko 300 tys. osób, czyli mniej niż poprzednika podczas premierowego weekendu. Wiele wskazuje na to, że w rozrachunku końcowym nie uda się sprzedać nawet 400 tys. biletów, co – według jednego z producentów – jest właśnie dolną granicą do dania zielonego światła na powstanie kolejnej odsłony. Spadek zainteresowania serią, za którą stoi projekt influencerski Ekipa Friza, okazał się równie szybki jak wcześniejszy wzrost jej popularności.
Na tle rozczarowujących wyników notowanych przez komedię „100 dni: Misja Zeus” pozytywne wrażenie robią rezultaty dwóch innych polskich filmów. Choć zarówno „Mistyczka„, jak i „Dzień dziecka księdza Jana Kaczkowskiego” są skierowane do podobnego grona odbiorców, premiera w ten sam weekend nie przeszkodziła żadnej z tych produkcji w odniesieniu względnie dużego sukcesu. Dramat biograficzny z Dorotą Chotecką notował póki co niewielkie spadki i w tej chwili zbliża się do pułapu 200 tys. widzów. Natomiast film dokumentalny o księdzu Janie Kaczkowskim również trzyma się mocno i do końca miesiąca zobaczyło go blisko 150 tys. osób. Mniejszych i większych rodzimych przebojów powinno być w najbliższym czasie więcej w związku z wprowadzeniem do kin wielu kolejnych polskich produkcji. Te najczęściej omijają kina w okresie wakacyjnym, a dystrybutorzy czekają z ich premierą na okres jesienno-zimowy.
Dość niespodziewanie najchętniej oglądaną nowością września stał się „Resident Evil’. Podobnie jak na wielu innych rynkach, w tym amerykańskim, najnowsza ekranizacja gry notuje bardzo dobre wyniki, najlepsze dotychczas w serii. A ta nigdy nie cieszyła się w Polsce zbyt dużym zainteresowaniem. Spośród siedmiu wcześniejszych części tylko jedna – „Resident Evil: Afterlife” w 2010 roku – zgromadziła ponad stutysięczną widownię (w sumie nawet 212 tys.). Tymczasem na najnowszą odsłonę tylko w premierowy weekend wybrało się niemal 120 tys. osób, a do końca miesiąca zobaczyło ją blisko 300 tys. Ostatecznie rezultat może wzrosnąć nawet do pół miliona. Czy tak duży skok popularności jest zasługą reżysera Zacha Creggera, którego poprzedni film – „Zniknięcia” – zaledwie rok temu przyciągnął przed ekrany polskich kin 400 tys. widzów?
Inaczej niż w lipcu czy sierpniu, kiedy dwa lub trzy tytuły zagarnęły zdecydowaną większość całkowitej publiczności, widownia kinowa we wrześniu była bardziej równomiernie rozłożona między poszczególnymi tytułami. Dużych premier było wiele, jednak zabrakło filmów, które zdominowałyby kina tak mocno jak nieco wcześniej „Odyseja” czy „Spider-Man: Całkiem nowy dzień„. Nieco ponad 100 tys. widzów zgromadził thriller „Nie patrz w dół 2„, a ostatecznie w okolicach tego pułapu zatrzymają się „Totalna magia 2„, „Niebo nad Normandią„, „Tony„, a także propozycja dla najmłodszych kinomanów, „Marsupilami”. Finalnie ponad stutysięczną widownię zbierze także „W sercu dziczy” z Bradem Pittem, który w ostatni weekend września wystartował z poziomu 60 tys. widzów.
W ostatni weekend września na duży ekran powróciła również jedna z najpopularniejszych ekranizacji komiksu w historii polskich kin, „Avengers: Koniec gry„. W ciągu pierwszych trzech dni wyświetlania rozszerzoną wersję tego filmu zobaczyło ponad 90 tys. osób, a do końca miesiąca sprzedano na niego ponad 100 tys. biletów, co daje już blisko dwa miliony widzów wraz z widownią z pierwotnej dystrybucji kinowej w 2019 roku. Tak duże zainteresowanie wznowieniem dobrze wróży grudniowej premierze „Avengers: Doomsday„. Nie był to jednak jedyny duży powrót w minionym miesiącu. Na początku miesiąca w kinach można było przypomnieć sobie jeszcze takie starsze tytuły jak „Auta” Pixara czy „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra„. Rocznicowe pokazy obu tych tytułów zgromadziły ponad 50 tys. widzów.
Tymczasem w ostatni dzień września na ekrany trafiła „Lalka„, która może okazać się nie tylko jednym z najchętniej oglądanych filmów października i jesieni, ale także całego roku. Kinowa ekranizacja powieści Bolesława Prusa będzie bez wątpienia największym wydarzeniem filmowym następnych kilku tygodni i nie podzieli losu innej wysokobudżetowej rodzimej produkcji, „Chopin, Chopin!„. Film o najbardziej znanym polskim kompozytorze trafił do kin w październiku ubiegłego roku i miał być jednym z największych zeszłorocznych przebojów. Ostatecznie rozczarował jednak, gromadząc w sumie jedynie nieco ponad 450 tys. widzów. Przedsprzedaż biletów na „Lalkę” wskazywała na znacznie większe zainteresowanie. Można przypuszczać, że nowość sprzeda się zdecydowanie lepiej i przekroczy próg miliona. Do tej pory żadna z tegorocznych polskich produkcji nie była w stanie tego dokonać, tak więc najwyższy czas, żeby w końcu do tego doszło.
