Z jakimi atakami najczęściej musi liczyć się dostawca szkolnego e-dziennika Jak wiele podmiotów naprawdę korzysta z tego narzędzia Z jakimi innymi systemami trzeba taki dziennik zintegrować i czy naprawdę łatwo będzie to zastąpić jednym państwowym rozwiązaniem? O tym oraz o innych problemach związanych z e-dziennikami rozmawiamy w wywiadzie z Wojciechem Sakiem z firmy Vulcan SA.
Geneza tego wywiadu
W styczniu tego roku pisaliśmy w Niebezpieczniku o włamaniach na konta nauczycieli w e-dziennikach w różnych polskich szkołach. Od początku mieliśmy świadomość, że był to problem bardziej dotyczący użytkowników różnych platform e-dzienników niż tych e-dzienników jako takich. Bezpieczeństwo e-dzienników podczas tamtych ataków nie zostało naruszone, natomiast doszło do wykorzystania danych uwierzytelniających uprawnionych użytkowników (nauczycieli), które w jakiś sposób znalazły się w rękach atakujących (uczniów). Chcąc nie chcąc, to zdarzenie wywołało szerszą dyskusję o bezpieczeństwie e-dzienników i pytania o to, czy te platformy nie mogłyby zrobić czegoś więcej. Dodatkowo w przestrzeni publicznej pojawiły się informacje o planach stworzenia “państwowego e-dziennika”, co niejako dolało oliwy do ognia.
Nieco później firma Vulcan, jeden z dwóch znaczących dostawców e-dzienników w Polsce, weszła z nami w dialog na temat tego jak skuteczniej przybliżać użytkownikom kwestie bezpieczeństwa systemów wykorzystywanych w szkołach. W efekcie tych rozmów powstał pomysł przygotowania publikacji prezentującej spojrzenie firmy na wyzwania związane z rozwojem e-dziennika oraz innych rozwiązań wspierających funkcjonowanie placówek oświatowych.
Ustaliliśmy, że materiał przyjmie formę wywiadu, a pytania zostaną przygotowane przez naszą redakcję a Vulcan nie będzie mieć na nie wpływu. W naszym przekonaniu wywiad pokazuje ciekawe perspektywy i pozwala lepiej zrozumieć, że współczesne szkoły są dziś złożonymi organizacjami, potrzebującymi znacznie więcej niż jednego narzędzia do wpisywania ocen. Wiele placówek zmaga się z długiem technologicznym, niemal wszystkie z ograniczeniami budżetowymi, ale jedno wydaje się pewne – papierowy obieg dokumentów odchodzi do przeszłości również w edukacji. Zresztą, oceńcie sami.
Wywiadu udzielił nam Wojciech Sak, wiceprezes Vulcan S.A.
Niebezpiecznik: VULCAN kojarzy się głównie z e-dziennikiem i ocenami, ale to firma tworzy więcej “softu”. Gdyby miał Pan opisać Waszą platformę w liczbach, to ile operacji dziennie przetwarza system i jak duży procent polskiego rynku edukacyjnego aktualnie obsługują Wasze rozwiązania
Wojciech Sak, Vulcan SA: Choć dla wielu osób punktem styku z nami jest e-dziennik, w rzeczywistości VULCAN to rozbudowany ekosystem, który codziennie wspiera funkcjonowanie polskiej edukacji na wielu poziomach – od zarządzania szkołą, przez proces dydaktyczny, aż po komunikację z rodzicami. Z naszych rozwiązań korzysta dziś blisko połowa wszystkich szkół w Polsce, co przekłada się na średnio ponad 2,5 miliona użytkowników każdego dnia roboczego – uczniów, nauczycieli, dyrektorów i rodziców. To ogromna, żywa sieć, w której nieustannie przepływają informacje. Jeśli chodzi o skalę operacji, mówimy już nie o setkach tysięcy, ale o milionach – i to liczonych każdego dnia. Każde wpisanie oceny, sprawdzenie frekwencji czy wysłanie wiadomości to element większego, precyzyjnie działającego systemu.
Jak ewoluowała definicja “e-dziennika” w ciągu ostatnich lat? Czy dziś VULCAN to bardziej narzędzie administracyjne dla dyrektora i nauczyciela czy platforma komunikacyjna dla rodzica i ucznia
Dziennik VULCAN na obecnym etapie to i jedno, i drugie. Wraz z rozwojem narzędzia zmieniała się jego koncepcja i zakres funkcjonalny. Nigdy jednak jako organizacja nie straciliśmy z oczu ucznia i rodzica. Na końcu pracy nauczyciela zawsze jest rodzic, a przede wszystkim uczeń – bo szkoła ma jeden podstawowy cel: nauczanie.
Jeśli spojrzymy wstecz, początki były zupełnie inne. Dziennik funkcjonował jako narzędzie instalowane na infrastrukturze szkoły – często na jednym komputerze, nierzadko stojącym gdzieś na zapleczu pracowni. Obok niego działał tzw. “Dzienniczek”, czyli witryna internetowa, na którą eksportowano dane z ocenami. Dziś trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie wyglądały początki. Internet dopiero raczkował i mało kto był w stanie przewidzieć skalę zmian, które obserwujemy dziś.
Od Dziennika Optivum do Dziennika VULCAN przeszliśmy długą drogę, stopniowo rozwijając rozwiązanie o funkcje wspierające nauczyciela w codziennej pracy – także tej administracyjnej. System umożliwia drukowanie świadectw, arkuszy, przygotowywanie zestawień i statystyk. Korzysta z niego sekretariat, dyrektor planuje zastępstwa, a dane – na przykład o godzinach ponadwymiarowych – mogą być przekazywane do systemów płacowych. Już od kilku lat jest to narzędzie wspierające nie tylko nauczyciela, ale całe środowisko szkolne, w tym również ucznia i rodzica.
Dlatego pytanie, czy dziennik jest bardziej dla ucznia, czy dla nauczyciela, nie oddaje w pełni jego roli. Oczywiście wspiera czynności administracyjne i komunikację szkoły z uczniami oraz rodzicami. Ale jednocześnie wspomaga nauczyciela w samym procesie nauczania – jest ściśle zintegrowany z naszym autorskim modułem dydaktycznym w stopniu, który pozostaje niedostępny dla konkurencji. Dziś można więc powiedzieć, że dziennik to pełnoprawny LMS, wzbogacony o funkcjonalności administracyjne, których klasyczne platformy tego typu po prostu nie oferują.
VULCAN to platforma tylko dla szkół? Edukacja to przecież inne podmioty, choćby JST. Mam rację?
Dziennik to fundament, z którego na co dzień korzystają nauczyciele i uczniowie – w tym sensie jest to narzędzie dedykowane szkołom. Nie działa on jednak w próżni. Dane przetwarzane w dzienniku – oczywiście w pełni zgodnie z RODO – są wykorzystywane przez szerokie spektrum innych aplikacji, także tych używanych przez jednostki samorządu terytorialnego.
Dziennik umożliwia m.in. rozliczanie godzin ponadwymiarowych i ich eksport do systemów płacowych. To funkcjonalność, która realnie usprawnia pracę osób zatrudnionych np. w centrach usług wspólnych. Dane z dziennika są również wykorzystywane przez nasze systemy obsługujące opłaty – choćby w przedszkolach – które następnie są rozliczane właśnie na poziomie CUW czy JST. Co więcej, w dzienniku gromadzone są informacje dotyczące obowiązku szkolnego i obowiązku nauki, które mogą zasilać systemy wspierające JST w monitorowaniu i egzekwowaniu tych obowiązków.
Innymi słowy – dziennik i zawarte w nim dane są istotnym elementem pracy JST i CUW, ale sam dziennik jest częścią znacznie szerszego ekosystemu. To właśnie integracja tych rozwiązań sprawia, że całość zaczyna realnie wspierać zarządzanie edukacją. VULCAN pozostaje jedyną firmą w Polsce oferującą tak kompleksowe podejście do potrzeb całego sektora edukacyjnego.
W styczniu w Niebezpieczniku opisywaliśmy włamania na konta w systemach e-dzienników, różnych, nie tylko VULCANa. Oczywiście rozumiemy, że to była bardziej kwestia higieny cyfrowej użytkowników. Ile tak naprawdę było tych włamań i czy faktycznie możemy potwierdzić, że to było zawsze credential stuffing?
Nie odnotowaliśmy włamań, które polegałyby na przełamaniu zabezpieczeń naszych systemów jako takich. Rzeczywiście w przestrzeni publicznej pojawiały się sygnały o przejętych kontach użytkowników, jednak, jak Pan słusznie zauważył, wynikały one z niedostatecznej ostrożności po stronie samych użytkowników. Konsekwentnie prowadzimy działania edukacyjne w tym obszarze. Nie poprzestajemy jednak wyłącznie na komunikacji, stale rozwijamy także interfejs dziennika, tak aby ułatwiać użytkownikom właściwą konfigurację zabezpieczeń i wzmacniać ich codzienne nawyki w zakresie cyberbezpieczeństwa. Jeśli chodzi o skalę zjawiska, liczba takich incydentów była relatywnie niewielka – mówimy o kilkunastu przypadkach.
Dość istotną kwestią w kontekście usług takich jak e-dzienniki jest 2FA (Dwuskładnikowe Uwierzytelnienie). Czy nauczyciele/rodzice/dyrektorzy chętnie z tego korzystają? Albo może inaczej — czy łatwo jest w tym środowisku wymagać higieny cyfrowej na wysokim poziomie?
Dziennik VULCAN oferuje rozwiązania odpowiadające najwyższym stosowanym dziś standardom bezpieczeństwa, w tym uwierzytelnianie dwuskładnikowe oraz wsparcie dla kluczy sprzętowych FIDO. Podobne podejście przyjęliśmy w przypadku platformy eduVULCAN, gdzie od początku umożliwiamy konfigurację zarówno 2FA, jak i FIDO. Równolegle konsekwentnie upraszczamy sam proces włączania dodatkowych zabezpieczeń, m.in. poprzez lepsze wyeksponowanie odpowiednich opcji w interfejsie, tak aby użytkownicy mogli łatwo z nich korzystać.
Muszę jednak podkreślić, że jako dostawca oprogramowania pełnimy przede wszystkim rolę partnera i doradcy. Zapewniamy narzędzia oraz edukujemy w zakresie ich wykorzystania, ale decyzje dotyczące obowiązkowego stosowania konkretnych rozwiązań leżą po stronie placówek. Nauczyciele mogą dziś korzystać z uwierzytelniania dwuskładnikowego przy użyciu dowolnych aplikacji typu authenticator, ale także z kluczy FIDO2 konfigurowanych bezpośrednio na smartfonach, z wykorzystaniem wbudowanych mechanizmów systemów Android i iOS. Dostępna jest również integracja z rozwiązaniami takimi jak Windows Hello. W praktyce oznacza to, że jesteśmy już bardzo blisko pełnego wykorzystania fizycznych kluczy bezpieczeństwa, takich jak YubiKey, które również mogą być używane do logowania do Dziennika VULCAN.
Mogę z przyjemnością powiedzieć i nie jest to żadna przesada: wytwarzamy obecnie najbezpieczniejszy w Polsce dziennik elektroniczny.
Skoro mowa o bezpieczeństwie, to jakie inne incydenty z bezpieczeństwem trafiały się Wam w ostatnich latach i czy musieliście na nie jakoś szczególnie odpowiedzieć?
Pewnie rozczaruję Pana brakiem sensacyjnych historii, ale rzeczywistość jest bardziej pragmatyczna – mierzymy się przede wszystkim z dwoma głównymi wyzwaniami.
Pierwszym są ataki DDoS, czyli próby przeciążenia naszych serwerów sztucznie generowanym ruchem z wielu zainfekowanych źródeł jednocześnie. Ich celem jest zablokowanie dostępu do usług dla rzeczywistych użytkowników. Przez lata wypracowaliśmy skuteczne metody radzenia sobie z tego typu zagrożeniami, zarówno dzięki kompetencjom naszych zespołów, jak i wykorzystaniu profesjonalnej infrastruktury oraz zaawansowanych narzędzi bezpieczeństwa. To proces wymagający i kosztowny, ale w naszej ocenie absolutnie niezbędny – bezpieczeństwo pozostaje dla nas priorytetem.
Drugim obszarem są incydenty związane z nieuprawnionym dostępem do kont, wynikające z pozyskania loginów i haseł. W praktyce oznacza to sytuacje, w których np. uczeń podejrzy hasło wpisywane przez nauczyciela albo użytkownik korzysta z tego samego hasła w wielu serwisach, a ono pojawia się w wyniku wycieku w internecie.
Odpowiedzią na tego typu ryzyka jest m.in. uwierzytelnianie dwuskładnikowe, które oferujemy w systemie. Wciąż jednak obserwujemy, że nie wszyscy użytkownicy decydują się z niego korzystać, choć jego wdrożenie znacząco podnosi poziom bezpieczeństwa.
Jest pomysł stworzenia państwowego e-dziennika. Czy VULCAN traktuje to jako realne zagrożenie biznesowe?
Rozwiązania komercyjne w obszarze dziennika elektronicznego, w tym systemy VULCAN, funkcjonują w polskich szkołach od wielu lat i stanowią dziś dojrzałą, stabilną infrastrukturę wspierającą codzienne działanie oświaty. Ich rozwój jest naturalną odpowiedzią na zmieniające się przepisy, uwarunkowania organizacyjne oraz postęp technologiczny, ale przede wszystkim na realne potrzeby szkół i samorządów. Model współpracy z jednostkami samorządu terytorialnego ma przy tym charakter partnerski i elastyczny – rozwiązania są dostosowywane do specyfiki danej jednostki, a nie narzucane w jednolitej, centralnej formule. Konkurencyjny rynek dodatkowo sprzyja podnoszeniu jakości, bezpieczeństwa i funkcjonalności systemów.
Odpowiadając jednak wprost na Pana pytanie – mimo zapowiadanego na wrzesień 2026 r. pilotażu, wciąż nie znamy ostatecznego kształtu ani zakresu państwowego dzienniczka. Z naszej wiedzy wynika, że zdecydowana większość szkół w Polsce (ponad 90%) korzysta już z dostępnych na rynku systemów dziennikowych. Trudno sobie wyobrazić, żeby państwo było w stanie w krótkim czasie dostarczyć do tysięcy placówek, a także dla uczniów i rodziców, nowe rozwiązanie, które oznaczałoby istotną, dodatkową wartość.
W tym kontekście czasem pojawia się argument, że rozwiązanie państwowe będzie bezpłatne. Chcę w związku z tym przypomnieć, że nasz dzienniczek – w wersji przeglądarkowej oraz najważniejszych funkcji w aplikacji również jest bezpłatny. Zatem tu nie ma żadnej zmiany. Dodatkowe funkcjonalności, w tym scenariusze lekcji, pomoce naukowe itp., nad którymi pracują nasze zespoły, w naturalny sposób wiążą się z kosztami dla rodzica, ale ich skalę proszę samemu ocenić: około 35 złotych rocznie to miesięcznie mniej niż jednorazowy bilet miejski w większości miejscowości w Polsce. W dyskusji o ewentualnym wdrożeniu państwowego systemu pomija się natomiast całkowicie fakt kosztów produkcji i wdrożenie tego nowego systemu. Tymczasem będą to środki publiczne, a zdecydowaną część wydatków związanych z implementacją systemu poniosą samorządy. Czy to będą efektywnie wydane pieniądze? Pewne wątpliwości budzi również sama konstrukcja rynku, w której jeden z podmiotów, uczestnicząc w nim, jednocześnie wyznacza ramy regulacyjne. To sytuacja wymagająca uważnej obserwacji.
Można też odnieść wrażenie, że tego rodzaju projekty są kolejnym przykładem ograniczonego zaufania państwa do rozwiązań rozwijanych przez polskich przedsiębiorców. Tymczasem mówimy o sektorze, który od lat skutecznie wspiera szkoły, inwestuje w bezpieczeństwo, rozwój technologiczny i obsługę użytkowników na masową skalę. Warto rozważyć, czy rolą państwa powinno być budowanie konkurencyjnego systemu od podstaw, czy raczej tworzenie warunków do współpracy i dalszego rozwoju już istniejących, sprawdzonych rozwiązań.
Również, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to we wcześniejszej części naszej rozmowy padło już, jakimi nowoczesnymi rozwiązaniami dysponujemy, o czym świadczy najlepiej brak udanych włamań do naszych systemów. Tego chybionego argumentu rząd również używa obecnie, aby wprowadzić swoje rozwiązanie.
Warto pamiętać, że Polska może dziś pochwalić się rozwiniętym sektorem EdTech, rozpoznawalnym również na poziomie europejskim – firmami, które tworzą rozwiązania na miejscu, zatrudniają setki specjalistów i aktywnie wspierają rozwój edukacji. W naszej ocenie to potencjał, który, jeśli nie może być aktywnie wspierany, powinien chociaż mieć zapewnione stabilne warunki do dalszego rozwoju.
A co VULCAN oferuje szkołom, czego Waszym zdaniem może nigdy nie być w stanie zaoferować darmowy, ustandaryzowany system rządowy?
Naszą siłą jest cały ekosystem oraz sprawne przepływy danych pomiędzy różnymi systemami dziedzinowymi. Tego typu spójności nie jest w stanie zapewnić rozwiązanie tworzone jako pojedynczy, odgórny system. Drugim istotnym elementem jest elastyczność, wynikająca z doświadczenia. Firmy rozwijające oprogramowanie dla edukacji, w tym VULCAN, mają za sobą dziesiątki lat praktyki. Nasz dziennik, w różnych odsłonach, funkcjonuje od przeszło 20 lat. Przez te lata rozwiązanie obrosło szeregiem funkcjonalności i dostosowało się do skrajnie zmiennego otoczenia prawnego. Tego rodzaju know-how i skali doświadczenia nie da się odtworzyć, dajmy na to, w 5 lat.
Rozwiązania rządowe bardzo często są tworzone z wykorzystaniem środków unijnych tu i teraz. W DNA takich rozwiązań nie jest zawarte dążenie do ciągłych zmian, czy też w ogóle reagowanie na zmiany. W przypadku systemu narzuconego centralnie może to oznaczać ograniczoną motywację do dalszego rozwoju, co niesie za sobą ryzyko, że już na starcie będzie to rozwiązanie nie w pełni dopasowane do realnych potrzeb placówek – zwłaszcza w obszarze codziennych procesów administracyjnych, takich jak choćby przygotowanie dokumentacji przebiegu nauczania, w tym arkuszy ocen czy świadectw.
Dziennik to system podobny nieco do góry lodowej pływającej po oceanach: 10% funkcjonalności rozwiązania przeznaczonych dla rodziców, uczniów jest widoczne przez społeczeństwo i na tym się skupia uwaga opinii publicznej – i podejrzewam, że na tych 10% funkcjonalności bazowych skupi się również ewentualne dziennik państwowy. Jednak te 10% wystawianych na zewnątrz funkcjonalność oparte jest na fundamencie 90% pozostałych funkcjonalności, czyli pracy nauczyciela, sekretariatu, operatora księgi zastępstw czy też dyrektora. Aby uczeń mógł otrzymać pozornie prostą ocenę, system musi uwzględnić cały szereg zależności. Trzeba wiedzieć, kiedy została wystawiona – czyli odnieść ją do konkretnej lekcji i planu zajęć, przez kogo, w jakiej grupie, z uwzględnieniem ewentualnych opinii czy orzeczeń z poradni. Ocena musi też wynikać z określonej aktywności dydaktycznej, zgodnej z podstawą programową i rozkładem materiału, który z kolei jest powiązany z konkretnym podręcznikiem. Za tą jedną „piątką” stoi więc rozbudowany, wielowarstwowy model danych, ściśle uporządkowany i jednocześnie obudowany przepisami prawa, które w dodatku nieustannie się zmieniają. To właśnie ta złożoność, niewidoczna na pierwszy rzut oka, decyduje o realnej wartości i użyteczności systemu w codziennej pracy szkoły.
Domyślam się, że koniec roku szkolnego to dla systemów IT w edukacji odpowiednik “Czarnego Piątku” w e-commerce. Co jest pod maską VULCANa, że zapewnia jego płynne działanie?
“Czarny Piątek” mamy praktycznie codziennie, gdy rano zaczyna się pierwsza, druga lub trzecia lekcja. Wtedy występują piki obciążenia naszej infrastruktury. W żadnym innym okresie obciążenie na stałe nie zbliża się do tych poziomów. Ruch generowany przez miliony uczniów sprawdzających oceny pod koniec roku szkolnego rozkłada się w czasie i nigdy nie przebija tego co się dzieje każdego dnia o 8-ej rano (najgorzej jest w poniedziałek
).
Kluczem do stabilnego działania Dziennika jest odpowiedni zapas mocy obliczeniowej oraz architektura zapewniająca wysoką odporność na awarie. Pracujemy w dwóch profesjonalnych centrach danych, które na bieżąco synchronizują między sobą informacje. Dbamy o to, aby nasze serwery nie przekraczały średnio 50% obciążenia – dzięki temu, nawet w przypadku całkowitej niedostępności jednego ośrodka, drugi jest w stanie bezpiecznie przejąć cały ruch.
Jak radzicie sobie z tzw. “długiem technologicznym”? VULCAN to firma z wieloletnią historią – jak trudne jest integrowanie nowoczesnych modułów mobilnych ze strukturami danych, które powstawały dekadę lub dwie temu?
Dziękuję za to pytanie – rzeczywiście jesteśmy firmą najdłużej działającą w sektorze edukacji, co naturalnie niesie ze sobą określone konsekwencje. Z jednej strony to ogromne doświadczenie i głębokie zrozumienie potrzeb rynku, z drugiej – wyzwanie w postaci tzw. długu technologicznego. Jesteśmy go jednak w pełni świadomi i aktywnie nim zarządzamy. Można powiedzieć, że funkcjonujemy w stanie ciągłej zmiany. Dziennik to dziś na tyle rozbudowane rozwiązanie, że nie ma możliwości jego jednorazowego przepisania i zaprezentowania od nowa w jednej, całkowicie nowej wersji. Dlatego przyjęliśmy inne podejście – podzieliliśmy system na współpracujące ze sobą moduły funkcjonalne i sukcesywnie, krok po kroku, modernizujemy je, wprowadzając nowe technologie i standardy. Dzięki temu większość starszych komponentów została już zastąpiona nowoczesnymi rozwiązaniami. Jeszcze kilka lat temu korzystaliśmy szeroko z technologii ExtJS, natomiast obecnie nowe moduły powstają w oparciu o React.
Dobrym przykładem jest najnowszy moduł Dziennika Zajęć Innych, który wprowadza nową jakość w pracy placówek zajmujących się uczniami ze zróżnicowanymi potrzebami edukacyjnymi. Co istotne, modernizacja w naszym podejściu nie oznacza wyłącznie zmiany technologii. To także moment na ponowne przemyślenie funkcjonalności i w oparciu o dotychczasowe doświadczenia, zaprojektowanie jej w sposób bardziej intuicyjny i wygodny dla użytkowników.
Integracja z systemami zewnętrznymi (np. SIO – System Informacji Oświatowej). Na ile synchronizacja danych z państwowymi bazami jest wyzwaniem technicznym, a na ile biurokratycznym hamulcem dla rozwoju Waszych usług?
Nasze rozwiązania były już kiedyś zintegrowane z SIO. Narzędzie, które wówczas przygotowaliśmy – kompatybilne z SIO 1 – nosiło wdzięczną nazwę „Integrator SIO-Optivum”. To były zupełnie inne czasy: pierwsze SIO w praktyce wprowadziło komputery do szkolnych sekretariatów. Dane były wtedy przechowywane w plikach, które następnie scalano na poziomie organu prowadzącego. Dziś funkcjonujemy w zupełnie innym modelu – opartym na centralnym przetwarzaniu danych i usługach chmurowych. Z perspektywy dostawców oprogramowania kluczowe znaczenie mają więc nie tyle same kwestie integracyjne, ile dostępność i standardy interfejsów udostępnianych przez administrację publiczną.
Naszym priorytetem jest wspieranie klientów w sprawnym realizowaniu obowiązków raportowych wobec instytucji państwowych oraz zapewnienie zgodności z aktualnymi wymaganiami formalnymi i technicznymi. Dlatego wszelkie możliwości wymiany danych poprzez oficjalne, bezpieczne i odpowiednio udokumentowane API administracji publicznej są przede wszystkim istotne z punktu widzenia ograniczania obciążeń administracyjnych po stronie szkół i samorządów.
Ostatecznie celem takich rozwiązań powinno być uproszczenie codziennej pracy użytkowników – tak, aby szkoły mogły poświęcać mniej czasu na obowiązki sprawozdawcze, a więcej na swoją podstawową działalność.
Jakich specjalistów od IT chętnie zatrudniacie? Co mógłbym ciekawego robić gdybym chciał pracować dla VULCANa
Chętnie zatrudniamy specjalistów IT, którzy chcą pracować przy systemach o dużej skali i realnym znaczeniu społecznym. Ze względu na wrażliwość przetwarzanych danych oraz liczbę użytkowników, szczególnie zależy nam na osobach z dużym doświadczeniem, zarówno w obszarach optymalizacji baz danych, jak i tworzenia wydajnego oraz bezpiecznego oprogramowania.
Szukamy ekspertów z zakresu bezpieczeństwa systemów internetowych, dla których kwestie ochrony danych i odporności aplikacji są priorytetem. Coraz większą rolę zaczynają odgrywać kompetencje związane ze sztuczną inteligencją, dlatego jesteśmy otwarci na specjalistów AI, którzy pomogą nam rozwijać nowoczesne funkcjonalności i jeszcze lepiej wspierać użytkowników naszych rozwiązań.
Naszą dużą siłą jest stabilny, doświadczony zespół, który od lat rozwija i utrzymuje kluczowe systemy. Dzięki temu możemy łączyć ciągłość i bezpieczeństwo z wprowadzaniem nowych technologii. Jednocześnie inwestujemy w przyszłe kadry IT. Od ponad dekady prowadzimy program praktyk dla studentów – vAkademia – w ramach którego sami szkolimy młodych specjalistów i przygotowujemy ich do pracy przy dużych, odpowiedzialnych projektach. Z oferty vAkademii przez ten okres skorzystało ponad 100 osób. Doświadczenie zdobyte w programie otwiera drzwi do kariery na całym świecie. Po kilku latach część naszych koleżanek i kolegów rozwija się dalej w międzynarodowych organizacjach – od instytucji finansowych w Tokio czy Singapurze, po NASA w Houston.
Muszę spytać – widzicie jakieś zastosowanie dla AI w swojej branży? A może przyszłość leży dla was gdzie indziej? Jeśli tak, to gdzie?
Oczywiście, że tak. Jako firma działająca w sektorze edtech postrzegamy AI jako jeden z najważniejszych kierunków rozwoju technologii edukacyjnych. Naturalnym kierunkiem wykorzystania sztucznej inteligencji jest dla nas wsparcie w tworzeniu oprogramowania – i z takich rozwiązań już dziś korzystamy. To jeden z obszarów, które będziemy konsekwentnie rozwijać.
Kolejny wymiar to rozwój naszych systemów administracyjnych i wykorzystanie AI do ułatwiania codziennej pracy klientom. Sztuczna inteligencja daje możliwość dalszej automatyzacji procesów, lepszego wykorzystania kontekstu oraz coraz szerszego wsparcia użytkowników w wykonywaniu codziennych obowiązków. To także naturalny kierunek transformacji – od producenta oprogramowania do roli realnego asystenta klienta. Nasze rozwiązania będą nie tylko wspierać użytkowników w organizacji pracy, ale także podpowiadać, przypominać o terminach, weryfikować poprawność działań czy przejmować część powtarzalnych czynności administracyjnych.
Trzecia perspektywa dotyczy samego procesu dydaktycznego. Wierzę, że AI, odpowiednio wplecione w rozwiązania edukacyjne, pozwoli na dużo większą personalizację nauczania – zarówno z perspektywy nauczyciela, jak i ucznia. Możemy wyobrazić sobie inteligentnego asystenta edukacyjnego towarzyszącego uczniowi na różnych etapach nauki: dostosowującego treści, formę materiałów czy sposób pracy do indywidualnych potrzeb i możliwości. Takie rozwiązania mogą zwiększać skuteczność nauczania, zaangażowanie i uważność uczniów, a jednocześnie pomagać nauczycielom w bardziej indywidualnym podejściu do każdego z nich.
AI może również odciążać nauczycieli od części obowiązków administracyjnych, dzięki czemu więcej czasu i energii będą mogli poświęcić na realne wsparcie ucznia – jego rozwoju, motywacji i odnajdywania własnej drogi. A to dopiero początek możliwości, jakie otwiera przed edukacją sztuczna inteligencja.
Choć pytania do niniejszego wywiadu są wyłącznie naszego autorstwa, to jest to materiał sponsorowany, co oznacza, że otrzymaliśmy wynagrodzenie za jego opublikowanie.


